Blog

Sekrety motywacji

Rodzice bardzo często zadają sobie pytanie, jak skłonić dziecko do nauki. Co mogłoby przekonać naszą pociechę, by zamiast aplikacji w telefonie otworzyło podręcznik? Jak zachęcić dzieci do nauki? W jaki sposób obudzić w nich motywację?  

Sekret motywacji jest ukryty w naszych dzieciach. One same informują nas każdego dnia o tym, co sprawia, że są zmotywowane do nauki i chętnie sięgają do podręczników. Dzieci przekazują dorosłym wiele ważnych informacji: jak rozumieją świat, co jest dla nich ważne, jakie mają potrzeby oraz jak wygląda rzeczywistość, która ich otacza. W zależności od wieku rozwojowego komunikacja dziecka z otoczeniem jest inna, ale zawsze ma miejsce. Słuchając dzieci uważnie i z cierpliwością dowiadujemy się o bardzo istotnych aspektach ich życia, również związanych z motywacją. Cały sekret sprowadza się do obserwacji, słuchania i zrozumienia, co mają do powiedzenia.  

Michał, 12 lat 

Motywacja to taki silnik w człowieku, jak w samochodzie, możemy uczyć się nowych rzeczy i poznawać świat… 

Ten silnik to ciekawość poznawcza, która jest wrodzona i naturalna. Potrzeba uczenia się jest czynnikiem rozwoju a głównym motywem działania jest spontaniczność i zainteresowanie otoczeniem. To, w jaki sposób dziecko przejawia ciekawość poznawczą można zaobserwować już od najmłodszych lat. Niemowlę podąża wzrokiem za ruchomymi i dźwięczącymi przedmiotami. Przedszkolaki sięgają po wszystko, co budzi ich ciekawość, zadają mnóstwo pytań, chcą wspólnie uczestniczyć w codziennej aktywności, dzielą się swoimi dokonaniami, eksperymentują. Poznawanie świata sprawia dzieciom wielką przyjemność i radość. Ciekawość poznawcza związana jest z motywacją wewnętrzną, która zaspokaja potrzebę kompetencji dziecka (rozwój umiejętności), autonomii (samodecydowania) oraz budowania relacji. Samodzielnie zdobyta wiedza oraz doświadczenia uczą odpowiedzialności za własne decyzje oraz budują samoocenę. Dążenie do aktywności oraz samodzielnych, kreatywnych działań jest naturalną formą funkcjonowania i uczenia się. Motywacja jest pochodną ciekawości i zainteresowań. 

Rodzicu!  

Nauka ma być związana z zabawą i odkrywaniem świata! Wykorzystaj naturalną ciekawość poznawczą, by dziecko zdobywało wiedzą. Pozwól mu samemu decydować o sposobie nauki, pozwalaj na błędy i nagradzaj samodzielność! 

Bartek 11 lat 

Motywacja to wspieranie mnie jak coś lubię robić. Jak nie lubię, to zachęcanie… 

Postawa rodzicielska wspierająca i motywująca, pomoc i zachęta wywierają ogromny wpływ na aktywność dziecka. Młody człowiek rozwija się prawidłowo i harmonijnie, jeśli czuje się bezpiecznie a jego potrzeby są zaspokojone. Najważniejszą rolą rodziców jest troska, autentyczny kontakt oraz towarzyszenie dziecku w jego rozwoju. Akceptacja, zrozumienie oraz zainteresowanie tym co robi, tworzy więzi, buduje samoocenę i pewność siebie. W kontakcie z rodzicami dziecko odkrywa wiedzę o samym sobie, podejmuje wyzwania, uczy się umiejętności radzenia z trudnościami. Wspieranie i zachęcanie są paliwem dającym moc działania. Atmosfera w jakiej odbywa się nauka ma bardzo duży wpływ na motywację. Związana jest z emocjami, bezpieczeństwem i zaufaniem jako nadrzędną potrzebą człowieka.  

Rodzicu! 

Zamień komunikat: “musisz się uczyć” na “pouczymy się razem”! Pokaż dziecku, że nauka może być przyjemna i związane są z nią miłe (przyjemne) emocje. Nie strofuj dziecka za niepowodzenia, doceniaj starania, nie tylko efekt.  Pamiętaj, że najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku to uważność! 

Maja 9 lat 

Motywacja jest wtedy, kiedy ktoś zaczyna w siebie wątpić a ja mówię, że da sobie radę i w niego wierzę… 

Aktywność dziecka ujawnia się jako reakcja na zewnętrzne i wewnętrzne środowisko, wynika z potrzeby bycia kompetentnym, często wymaga wsparcia społecznego. Proces nauki daje wiele radości, ale podczas wykonywania zadań mogą pojawić się trudności, opór, zniechęcenie. W procesie uczenia się ważną rolę odgrywa gotowość do pokonywania trudności, podejmowania wysiłku. Dzięki słowom otuchy, podjęty trud umożliwi dziecku wiarę we własne możliwości oraz zdobycie celu, co zaowocuje poczuciem zadowolenia i satysfakcji. Ważne jest, aby zachować równowagę pomiędzy naturalną motywacją wewnętrzną dziecka a sposobami oddziaływania z zewnątrz. Istotne by były one dostosowane do możliwości dziecka i adekwatne do wieku. W procesie motywacji i nauki ważne jest zachowanie równowagi między pomaganiem a wyręczaniem. 

Rodzicu! 

Z pewnością wiesz, jak zrobić lepiej zadanie domowe Twojego dziecka. Daj jednak szansę młodemu człowiekowi na osiągnięcie samodzielnie celu, może jego praca nie przyniesie od razu efektu, ale pomoże mu radzić sobie z trudnościami bez pomocy mamy i taty. 

Ola 17 lat 

Dla mnie motywacja, to chęć do poszerzania wiedzy, doskonalenie moich umiejętności, które pozwolą mi w przyszłości robić to, co chcę i być w tym dobrą…… 

Oprócz wzmocnień zewnętrznych oraz zaspokajania potrzeb warto zwrócić uwagę również na potrzebę realizacji celów na przyszłość, które nadają kierunek aktywności i są ściśle związane z osiągnięciami dziecka (np. zdanie egzaminu, zdobycie nowej umiejętności, podążanie za pasjami). Jest to niezwykle ważne w procesie nauki, ponieważ pozwala młodemu człowiekowi skupić się na celach oraz zharmonizować je w taki sposób, by osiągnąć większość z nich. Jeśli uda się dorosłym stworzyć warunki uwzględniające cele, energia dzieci skierowana będzie na proces uczenia się a nie na odczuwanie lęku przed niepowodzeniem czy niechęć do zadań wynikający z poczucia bezsensowności. Istnieje duża zależność pomiędzy motywacją a celem, do którego może ona zbliżyć. Pojawienie się i utrzymanie motywacji do działania poprzedza ocena celu, do którego prowadzi to działanie. Cel musi być oceniony przez dziecko jako ważny oraz możliwy do zrealizowania. Dobrze również, aby realizacja celu dawała satysfakcję. Warto wprowadzić zasadę „małych kroków” Osiągnięcie każdego mniejszego celu przyniesie zadowolenie, potwierdzenie swoich możliwości i zachęci do kolejnych wyzwań.  

Rodzicu! 

Pomagaj dziecku zrozumieć, po co się uczy! Nie strasz niezdanym egzaminem i zmarnowaną przyszłością. Pokazuj, jak uczenie się pomoże Twojemu dziecku zrealizować marzenia. Nagradzaj za wytrwałość i podejmowanie kolejnych kroków (a nawet definiowanie ich!) do osiągnięcia celu. 

Cyprian 16 lat 

Mówiąc o słowie motywacja przychodzi mi na myśl lekcja historii. Dzięki nauczycielowi, który potrafił przykuć moją uwagę interesującymi lekcjami, zachęcić do dyskusji, zrozumiałem i polubiłem ten przedmiot. Uważam, że ta wiedza jest ciekawa i potrzebna…. 

Pobudzanie motywacji do nauki wiąże się nie tylko przetwarzaniem informacji, opanowaniem wiedzy i umiejętności, ale również poprzez zachętę do przemyśleń, refleksji oraz posługiwania się przemyślanymi strategiami. Istotnym znaczeniem w motywacji uczenia się jest pewna „dyspozycja” do uznawania uczenia się za coś ważnego i wartościowego. Młodzi ludzie angażują się w czynności, znają i akceptują cele, starają się opanować wiedzę i umiejętności, przejawiają mobilizację intelektualną i traktują uczenie, jako coś naturalnego. Dzieje się to nawet w sytuacji, kiedy program potrzebny do opanowania na lekcji nie wydaje się zbyt interesujący czy przyjemny, ale odnoszą się do niego poważnie, ponieważ wierzą w sens swojej pracy i widzą korzyści intelektualne. Duże znaczenie ma pozytywne nastawienie rodziców wobec nauki, ponieważ kształtuje postawę emocjonalną dziecka wobec szkoły. Korzystne wzorce, które dziecko otrzymuje w domu rodzinnym wpływa na jego ciekawość poznawczą i chęć poznawania świata oraz spostrzeganie procesu nauczania jako istotnego czynnika w życiu człowieka. Uznanie i szacunek wśród dzieci i młodzieży wzbudzimy wtedy, kiedy jasno i przystępnie przekazujemy wartości, jakimi sami się kierujemy.  

Rodzicu,  

  • Odkrywaj mocne strony oraz zdolności dziecka. Podkreślaj to, co wiąże się z jego zainteresowaniami;  
  • Stwórz warunki, aby miało okazję do samodzielnego decydowania i dokonywania wyborów; 
  • Doceniaj wysiłki dziecka w dążeniu do celu, nie tylko same efekt końcowy; 
  • Pokaż dziecku to czego się uczy. Zachęcaj do samodzielnego myślenia, poszukiwania, wyciągania wniosków, stawiania oraz weryfikacji hipotez; 
  • Doceniaj pytania, zachęcaj do wyszukiwania informacji oraz korzystania z różnych źródeł wiedzy;  
  • Zaktywizuj swoje dziecko wykorzystując jego zmysły, wyobraźnię i kreatywność np. opowiedz mu to, co wiesz na dany temat, wspólnie oglądajcie książki, mapy, zainicjuj eksperyment;  
  • Zadbaj o spokój i dobrą atmosferę w domu; 
  • Otaczaj dziecko bezwarunkową miłością, dawaj dużo czułości; 
  • Zachęcaj, ale nie nakłaniaj dziecka do wyrażania swoich emocji; 
  • Stwarzaj okazję do rozmów, dziel się refleksami i doświadczeniami dnia codziennego;  
  • Rozwijaj umiejętności planowania i organizacji pracy dziecka. Zaplanujcie wspólnie codzienny czas na naukę, odpowiednią porę na powtórki. Realizując zadania w terminie, dziecko unikanie opóźnień i stanie się bardziej niezależne w nauce, nauczy się podejmować decyzję; 
  • Chwal dziecko za dotychczasowe osiągnięcia, zachęcaj go do nowych wyzwań. Stosuj pochwały, kiedy doceniasz wysiłek dziecka w dążeniu do celu; 
  • Pozwól uczyć się na błędach, doświadczać trudności. To naturalny sposób uczenia się; 
  • Zachęć dziecko do traktowania wszystkich błędów jako szans na wyciągnięcie wniosków na  przyszłość – „Czego możesz się nauczyć z tej pomyłki, żeby następnym razem wypaść lepiej; 
  • Pomagaj w rozwiązywaniu problemów wtedy, gdy konieczna jest Twoja ingerencja; 
  • Zadbaj o pewność, że dziecko wie, że w razie potrzeby może Cię prosić o pomoc; 
  • Unikaj zachowań, które wywołują w dziecku strach i świadczą o braku akceptacji np. strasznie karą, porównywanie z innymi; 
  • Stawiaj wymagania adekwatne do możliwości dziecka. 

Źródła:  

Brophy, J. (2002). Motywowanie uczniów do nauki, Warszawa: Wydawnictwo PWN. 

Dyrda, B. (2007). Zjawiska niepowodzeń szkolnych uczniów zdolnych. Rozpoznanie i przeciwdziałanie. Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 

Gregorczyk, M., Kołtyś, B. (2015). Szkolne wyzwania, Jak mądrze wspierać dziecko w dorastaniu?”. Warszawa: Wydawnictwo Samo Sedno. 

Żylińska, M. (2013).  „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”. Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.  

Kobieca Moc Wsparcia

Mam dość! Czyli psycholog też potrzebuje czasem wsparcia.  

Dziś będzie bardziej osobiście, bardziej refleksyjnie. W tym wpisie nie znajdziecie typowej psychoedukacji, ani rad, ani wskazówek. Tym razem nie będzie wypracowanego przez kilka godzin artykułu o pomocy psychologicznej, za to swobodne słowa płynące prosto z serca. Z serca psychologa. 

Psychologowie też mają czasem kryzysy. Wyznaczają sobie cele, starają się spełniać marzenia. Aż przychodzi epidemia, która urealnia i sporo zabiera, choć też odrobinę daje. Moje marzenia nie wszystkie stracone, w końcu ciepłe morze wciąż będzie ciepłe a Pracownia ma szansę jeszcze działać pełną parą. Teraz jest pusta, nie słychać warsztatowych dyskusji ani rozmów kobiet czekających na gimnastykę słowiańską. Czasem trzeba podlać kwiaty, otworzyć okna, by zaprosić słońce i świeże powietrze. Brakuje tu tego, co ludzkie: wspólnie wypitej kawy, rozmowy terapeutek między sesjami z klientami, wymiany nowych pomysłów, zatrzymania się w codziennym biegu. 

Teraz jest bezruch. Naprawdę doceniam go. Martwię się, kiedy przyjdą klienci, ale nie spieszę się z odpisaniem na wiadomości, nie przygotowuję kolejnych projektów i kampanii reklamowych. Nic się nie dzieje w pracowni, ale całe szczęście nie jestem w tym sama. Jestem wdzięczna za to, że mieszkam w domu z tarasem, na który mogę swobodnie wychodzić. Eksperymentuję w kuchni, nawet kupiłam kolejną książkę kucharską. Zrobiłam porządki w szafie, przygotowałam ubrania i buty na wiosnę, którą podziwiam na spacerach na moim odludziu. Postanowiłam codziennie ubierać się inaczej, posłuchałam własnych rad i skrupulatnie planuję cały dzień, nie wpadam w panikę, pozwalam, by lęk był tylko dobrym doradcą. Jestem wdzięczna za rodzinę i przyjaciół, od których dzieli mnie ponad tysiąc kilometrów, ale każda rozmowa z nimi pokazuje, że dystans nie ma znaczenia, kiedy jest prawdziwa bliskość. Odczuwam ogromną samotność, brakuje mi wyjścia do ludzi, spacerów po moim pięknym mieście, pikniku nad rzeką, ulubionych sklepów, a nawet wystaw sklepowych! Święta spędzne w gronie jedynie najbliżej rodziny. Ta zmiana jest trudna, odbiera moc i nadzieję, choć te święta najwięcej mają jej dać. Niechętnie przyznaję się do obniżonego nastroju, no cóż, tu powiem językiem psychologa, że nie lubimy mówić o swoich smutkach i beznadziei. Znacznie łatwiej udawać, że wszystko jest ok i zasłonić tęsknotę uśmiechem. 

Tymczasem potrzebuję trochę ponarzekać i pozłościć się. Mogę, prawda? Złoszczę się z powodu pustki w gabinetach (również w moim niemieckim gabinecie, bo przyszło mi odwołać sesje z klientami, którzy czekali dwa miesiące na mój powrót z Polski), jęków mojego synka narzekającego na brak kreatywności matki, złości mnie już to domowe przedszkole, bycie gospodynią pełną parą. Złości mnie tysiąc kursów i webinarów on-line, które mają uczynić czas w domu pełniejszym, spokojniejszym i łatwiejszym do zniesienia. 

Z mojego nastroju ratują mnie pokrzepiające myśli, że jestem bezpieczna. Nie tylko z powodu zamknięcia z dala od ludzi, ale przede wszystkim z powodu bezpieczeństwa, jakie daje mi dom, rodzina i moje wewnętrzne zasoby. Nikt mnie nie krzywdzi, moje dziecko nie wymaga dodatkowej opieki ani pomocy lekarza. Mogę ponarzekać i pozłościć się, mogę być spokojna. 

Ponad miesiąc temu w Pracowni odbyło się spotkanie inaugurujące warsztaty rozwoju osobistego dla kobiet Kobieca Moc Relacji. Cel tych spotkań był bardzo prosty: rozwijać swoje zasoby wewnętrzne, zrozumieć siebie i odkryć siłę, jaką daje spotkanie z drugą kobietą. Człowiek rozwija się w relacji, a relacje, które w ciągu życia tworzymy z kobietami, pokazują, że możemy być dla siebie nie tylko niezwykłą inspiracją, ale przede wszystkim prawdziwym, silnym wsparciem. Dziś nie możemy spotkać się w pracowni, sceptycznie też podchodzę do możliwości takiego spotkania on-line. Wierzę, że prawdziwa jest moc jest w bezpośrednim kontakcie, gdzie między spojrzeniami czuć energię i gdzie ma szansę utworzyć się bezpieczna przestrzeń. Tego właśnie potrzebujemy – spotkania kobiet w relacji ja-ty. Człowieka z człowiekiem. Dziś zostają mi przemyślenia i plany na kolejne miesiące, gdy będzie “już po”. Na czas, w którym będziemy mogły bezpiecznie wyjść z domu. Tymczasem szukam dla siebie i innych kobiet wsparcia. 

Od roku mieszkam w Niemczech, w pięknym bawarskim miasteczku. Otworzyłam się na świat i to, co może mi zaoferować mieszkanie tutaj. Niemniej jednak serce pracowni bije w Mielcu i właśnie tam tęskno mi najbardziej. Podczas przygotowywania projektu Kobiecej Mocy Relacji rozpoczęłam współpracę partnerską z lokalnymi firmami, głównie zarządzanymi przez kobiety. Niezwykłe kobiety – pełne energii, prawdziwej pasji i ogromnej wiedzy. Korzystam z ich produktów na co dzień i jestem ogromnie szczęśliwa, że zdecydowały się obdarować nimi moje klientki w dniu inauguracji warsztatów. Obserwuję wiele internetowych akcji nawołujących do wsparcia polskich sklepów i przedsiębiorstw. I dzisiaj mówię Wam, Kobieca Moc Relacji, łącz się!  

Dziękuję moim partnerom za przyłączenie się do moich projektów. A Was, Czytelnicy, zachęcam do poznania tych fantastycznych marek, za którymi stoją prawdziwe kobiety. Są wyjątkowe, bo sprzedają produkty, które mają prawdziwą wartość, a nie są tylko obietnicą przyjemnego życia. 

Od lat jestem im wierna. Kosmetyki naturalne kupuję w Ecobelli, uroczym sklepie w Mielcu, który prowadzi również sprzedaż internetową. Dzięki nim jestem tutaj w Niemczech zaopatrzona w ulubione kosmetyki – naturalne, z certyfikatami i dobrane do mojej cery, dzięki poradom Dziewczyn ze sklepu. 

Każdy dzień zaczynam łykiem wody z miodem z Pasieki Mimoza. Dzięki Państwu Okulskim, którzy wkładają całe serce w opiekę nad pszczołami, moja rodzina jest zdrowa i silna. Przeziębienie leczymy propolisem a suchą skórę maścią propolisową. Tutaj nie ma żadnego oszustwa, jest ciężka praca i szacunek dla pszczół. 

Sukienki, spódnice, bluzki, sweterki… w mojej szafie są jeszcze niektóre kupione w czasie studiów w sklepie Yoshee w Mielcu. Dziewczyny sprzedają ubrania polskich producentów w pięknym butiku. W obecnej sytuacji ubrania można kupić przez internet. Śledźcie media społecznościowe sklepu, jeśli macie ochotę na odświeżenie swojej szafy, ten butik to właściwe miejsce. 

Jeśli potrzebujecie, by czas spędzony w domu stał się pełen miłości i spokoju spróbujcie przetworów Zubielove. Ja jestem prawdziwie zakochana w konfiturze pomarańczowej, którą uwielbiam na gorącym toście z serkiem kozim. Mój synek kocha powidła śliwkowe, które mogę spokojnie mu podać, bo nie zawierają cukru, jedynie naturalną słodycz owocu. Jest pysznie, kojąco i spokojnie. To za sprawą serca i pasji, które pani Beata dodaje do swoich małych arcydzieł. Czekam na sezon, by móc zrobić poważne zamówienie tych dobroci.  

To moje najprostsze sposoby na kryzys. Bliskość, piękno, miłość i pasja. To moje sposoby na złe samopoczucie w pandemii – poszukać Kobiecej Mocy Relacji na odległość. Przypominam sobie spotkania, kreślę plany na niepewną przyszłość. I dziękuję za obecność. 

Psycholog on-line

Czy kontakt z psychologiem online w czasie pandemii to dobre rozwiązanie? 

W czasie kiedy większość osób przebywa na domowej kwarantannie, a przemieszczanie się jest utrudnione, bezpośredni kontakt z psychologiem w wielu przypadkach może być niemożliwy. Co zrobić w takiej sytuacji? Czy terapia bądź konsultacja zdalna będzie tak samo efektywna jak stacjonarna? Dla kogo taki kontakt może być niewystarczający, a dla kogo jest niezbędny?

Terapia psychologiczna online jest taką formą pomocy, w której psycholog i klient kontaktują się ze sobą za pomocą mediów elektronicznych. Taka forma pomocy może odbywać się w bieżącym czasie, czyli np. podczas wideo rozmowy, lub może być odroczona w czasie, czyli np. wsparcie udzielane jest drogą mailową lub poprzez czat. 

W ostatnich tygodniach terapia online cieszy się coraz większą popularnością i zyskuje zarówno swoich przeciwników, jak i zwolenników. Skąd więc tyle różnych zdań i kontrowersji dotyczących tej metody terapii? Wokół psychoterapii przez skype’a krąży wiele mitów. Przeciwnicy zarzucają tej metodzie, że nie można za pomocą komunikatora nawiązać prawdziwej relacji, co może przyczynić się do pogorszenia jakości świadczonej pomocy. Oprócz tego wymieniają takie utrudnienia jak problemy z połączeniem internetowym czy niepewność, brak wiarygodności osoby siedzącej po drugiej stronie. Warto tu jednak zaznaczyć, że terapia online, tak samo jak terapia twarzą w twarz musi spełniać określone wymogi, formy i specyfikę rozmowy. Kodeks etyczny pracy psychologa, a tym samym dyskrecja oraz właściwe metody pracy obowiązują go niezależnie od formy prowadzonej terapii!  

Dla kogo i w jakich sytuacjach terapia online jest dobrym rozwiązaniem? Przede wszystkim terapia online jest dobrym rozwiązaniem w sytuacji kiedy mamy utrudniony bezpośredni kontakt z psychologiem, może być to spowodowane np. obecnie występującą pandemią lub kiedy w swoim miejscu zamieszkania nie mamy dostępu do wykwalifikowanego psychologa bądź psychoterapeuty. Takie rozwiązanie jest niezbędne dla osób, które odczuwają silny lęk, ciężką depresje, a wyjście z domu jest dla nich ogromnym wyzwaniem. Terapia online jest również pomocna dla osób, które nie wiedzą jak sobie poradzić w trudnej sytuacji, nie wiedzą gdzie zgłosić się po pomoc i jakie kroki podjąć w celu polepszenia swojego zdrowia psychicznego. Taka wstępna konsultacja może pomóc w rozpoznaniu specyfiki problemu, a psycholog przedstawi możliwości i sposoby rozwiązania konkretnego problemu klienta. Terapia online jest dobrym rozwiązaniem dla osób z trudnościami fizycznymi. Jest wiele osób, które cierpią z powodu różnych dolegliwości uniemożliwiających im poruszanie się, taka forma pomocy wydaje się, więc dużym ułatwieniem. Zaletą terapii online jest także możliwość uczestnictwa w terapii z dowolnego miejsca na świecie. Wystarczy nam jedynie urządzenie i dostęp do internetu. Nie trzeba wydawać pieniędzy na dojazd do pracowni psychologicznej, w której pracuje psycholog. Co więcej, w niektórych przypadkach udzielanie pierwszej pomocy jest zdecydowanie szybsze, ponieważ czas oczekiwania na wizytę online jest krótszy od wizyty stacjonarnej. Kolejna, jedna z najlepszych zalet terapii online to – możliwość dowolnego wyboru terapeuty. Dzięki tej metodzie możemy wybrać psychologa z całej polski, a nawet świata! Nie ograniczamy się wyłącznie do psychologów znajdujących się w naszej okolicy, co jest szczególnie istotne dla osób mieszkających w małych miejscowościach, w których czasami mają do dyspozycji jednego psychologa. 

Czy terapia on-line jest dla każdego? Terapia online nie zawsze jest dobra dla wszystkich. W niektórych cięższych przypadkach np. u osób, u których występuje autoagresja, silne lęki, uzależnienia czy depresja, taki kontakt jest niewystarczający. Terapia online może być też nieodpowiednia dla osób starszych, którzy mają problemy z posługiwaniem się komputerem czy komunikatorami internetowymi. Taka forma terapii może u nich wywoływać niepotrzebny stres i dyskomfort wynikający już z samej próby kontaktu z psychologiem. Terapia online nie będzie też pomocna dla osób, które nie są przekonane co do jakości świadczonych przez psychologa usług w takiej formie, mają obawy i odczuwają niechęć do takiej formy kontaktu. Utrudnieniem w trakcie trwającej pandemii jest również obecność naszych domowników. Niektórym z nas może być trudno znaleźć taki czas i przestrzeń, by móc swobodnie porozmawiać, zwłaszcza, że część pojawiających się teraz trudności w naszym życiu może dotyczyć funkcjonowania w rodzinie. Z tej formy pomocy nie skorzystają też dzieci, które uczestniczyły w terapii w sposób stacjonarny. Podczas spotkań z dzieckiem w gabinecie część oddziaływań terapeutycznych ma miejsce podczas zabawy. W ten sposób pogłębia się więź z dzieckiem w bezpiecznych i przyjaznych warunkach. Dzięki temu można spokojnie porozmawiać o wrażliwych tematach np. o więzi z rodzicami. Trudno wyobrazić sobie takie spotkanie on-line z dzieckiem przebywającym w domu pełnym ludzi.

Zostaje nam jeszcze jedno pytanie, na które warto zwrócić uwagę. Jak wybrać psychologa i sprawdzić jego wiarygodność? Jeżeli chcemy wybrać dobrego psychologa, to pierwszą rzeczą jaką musimy sprawdzić to jego kwalifikację i poziom wykształcenia. Pamiętajmy psycholog to osoba, która skończyła 5-letnie studia psychologiczne! (psychoterapeuta to osoba, która dokształcała się dodatkowo w specyficznym nurcie) Żadna inna osoba, która nie skończyła takich studiów nie może nazywać się psychologiem. Aby uzyskać takie informacje możesz poszukać na internecie wiadomości o danym psychologu, poczytać opinię o nim, albo po prostu zapytać danego psychologa jaką szkołę skończył lub jakie stosuje metody pracy. Nie musisz się obawiać, że takie pytania są niewłaściwe, to dobrze, że chcesz wiedzieć czy trafiłeś do specjalisty. 

Podsumowując, terapia online zawsze jest dobrym pomysłem w sytuacji kiedy nie mamy możliwości bezpośredniego kontaktu z psychologiem w jego gabinecie. Szczególnie powinni z niej korzystać w obecnym czasie ci, którzy rozpoczęli proces terapetyczny przed  zamknięciem gabinetów psychoterapeutycznych. Pamiętajmy o tej możliwości. Doraźna pomoc w sytuacji kryzysowej może okazać się bardzo cenna. 

Artykuł został napisany przez studentkę psychologii Darię Witoń pod opieką merytoryczną psycholog Ewy Ingram.

Gimnastyka słowiańska

Nazywa się  ją „słowiańskim zdrowiem”, „gimnastyką stojącej wody”.  W ujęciu naukowym jest  typem gimnastyki psychofizycznej. Stanowi holistyczny systemem ćwiczeń psychofizycznych mający swoje źródło w słowiańskim dziedzictwie etnicznym.

Gimnastyka słowiańska nie zabiera dużo czasu. Nie musisz też zastanawiać się, co ćwiczyć, wymyślać sekwencji i szukać inspiracji w internecie. Możesz odpalić swoją ulubioną folkową muzykę, zanurzyć się w słowiańskości i ćwiczyć bez namysłu, z doskonałą pewnością, że dajesz sobie wszystko, co potrzebne.

U jej podstaw leża przekonania:

  • każda kobieta może być atrakcyjna i zdrowa,
  • przejawiać kobiecą energię,
  • czerpać przyjemność z miłości,
  • mieć siłę, aby chronić siebie i rodzinę od różnego rodzaju kłopotów.

Dla kogo?

Ćwiczenia zostały stworzone pod kątem specyficznych potrzeb kobiecego ciała i wpisują się w jego funkcje i potrzeby. Przeznaczone są dla każdej kobiety, w każdym wieku, niezależnie od kondycji fizycznej.

Jak wyglądają ćwiczenia?

Ćwiczenia uwzględniają  w szczególny sposób potrzeby kobiecego ciała. Jest ich 27. W porównaniu z np. jogą  są proste, choć nie od razu dla każdego. Wykonywane są na trzech poziomach (zwanych „światami”): górnym związanym z naszymi myślami (ćwiczenia, które wykonujemy na stojąco), średnim związanym z uczuciami i relacjami (ćwiczenia wykonuje się klęcząc na kolanach) oraz dolnym związanym z działaniami (ćwiczenia wykonujemy w oparciu na łokciach i kolanach).

Do każdego ze światów przynależy 9 ćwiczeń – tzw. kręgów. Każde ćwiczenie ma swoje znaczenie i przesłanie oraz symbol, które określają relację kobiety z otoczeniem.

Podczas ich wykonywania zaangażowane są w szczególności mięśnie szyi, przykręgosłupowe, klatki piersiowej, brzucha i pośladków, a ułożenie dłoni oraz wykonywane nimi ruchy stanowią automasaż nadnerczy, naczyń i narządów układu limfatycznego umiejscowionych w okolicach piersi, w tym grasicy.

Wskazany jest luźny, nie krępujący  ruchów strój. Ćwiczymy na boso, ewentualnie w skarpetkach i bez stanika. Ponieważ w trakcie zajęć wykonywana jest relaksacja, a część ćwiczeń wykonywana jest na kolanach oraz w oparciu na łokciach wskazane jest zabranie maty lub koca oraz chusty, szala  lub ręcznika (w celu ochrony kolan i łokci przed obtarciami).

Co gimnastyka słowiańska daje:

– reguluje zarządzanie gospodarką hormonalną i pracę gruczołów, usprawnia przemianę materii, normalizuje ciśnienie krwi, koryguje figurę, wzmacnia mięśnie i stawy, wywiera ogromny, pozytywny wpływ na miednicę i narządy układu rozrodczego,

– narządy i mięśnie zostają dotlenione, funkcjonują optymalniej, organizm staje się zdrowszy, zwiększa się odporność, znikają przeziębienia,

– ciało staje się zrelaksowane, naturalnie kobiece, giętkie i elastyczne, pełne witalności, wdzięku i siły, chód i ruchy są bardziej harmonijne,

– poprawia się kondycja skóry, paznokci i włosów,

– znikają przykre doświadczenia związane z napięciem przedmiesiączkowym, życie intymne staje się pełne zmysłowości, a doznania bardziej przyjemne,  zanikają nieprzyjemne objawy w trakcie menopauzy,

– zwiększa się możliwość naturalnego zajścia w ciążę, a sam poród jest łatwiejszy,

–  poprawia się kontakt z samą sobą i ze światem, harmonizuje życie w rodzinie, buduje dobry nastrój. Gimnastyka budzi zupełnie nową jakość kobiecości. Taką kobiecość, której zupełnie wszystko jedno, czy masz pomalowane paznokcie, ale spogląda na ciebie z żywym błyskiem w oku, z jasnym uśmiechem i z tą dobrze uziemioną, dobrze usadowioną w rzeczywistości postawą ciała. Ta kobiecość jest cielesna, silna i mądra w pierwotny i intuicyjny sposób. Każda praktykująca tę gimnastykę kobieta, którą poznałam, ma w sobie tę samą charakterystyczną cechę.  Zawsze masz do zrobienia tylko ten sam zestaw tych samych siedmiu ćwiczeń, wyliczony na podstawie twojej daty urodzenia. A jak nie masz czasu, to właściwie możesz zrobić jedno ćwiczenie, rodowe, czyli to najważniejsze.

Wszystko zajmie ci tak z 15 minut dziennie – chyba, że chcesz więcej. 

To tak subtelne, że właściwie trudno to wytłumaczyć słowami, ale jeśli interesuje cię choć trochę duchowa strona kobiecości, ta wewnętrzna, dzika, biegająca z wilkami, śmiejąca się i płacząca z głębi serca, seksualna, potężna i mądra; jeśli kiedykolwiek słyszałaś ten śpiewny, pierwotny zew natury, podszeptujący ci działanie ku własnej wolności i sile, na przekór ugrzecznionemu, zalęknionemu i zawstydzonemu wizerunkowi kobiety obecnemu w kulturze nam panującej – albo jeśli chcesz go usłyszeć – to jest to jedna z dróg, które mogą cię tam zaprowadzić.

Praktyka w kobiecej grupie daje też ożywczą energię przebywania wśród świadomych, fajnych kobiet o otwartych umysłach i sercach, co bywa zupełnie nowe, a czasem bardzo potrzebne 🙂

Dzięki praktyce można zapomnieć o PMS, klimakterium i bolesnych miesiączkach. Pojawia się zdrowie, harmonia, spokój, podwyższa się samoocena.

Tekst został napisany przez instruktorkę gimnastyki słowiańskiej Anetę Filas. Zdjęcie Anety Filas na górze strony autorstwa Anny Jajkiewicz.

Co nasila nasz niepokój w czasie epidemii? Jak sobie z tym radzić?

Obecnie panujący wirus w kraju i na świecie może być przyczyną pojawienia u ludzi całej gamy silnych emocji. Stres, strach, dezorientacja oraz zagubienie to emocje, które na co dzień mogą nam towarzyszyć ze zdwojoną siłą. Jak sobie radzić z napływem informacji, które docierają do nas ze wszystkich możliwych źródeł? Włączamy telewizor, przeglądamy internet czy słuchamy radia – z każdego z tych kanałów docierają do nas informacje o pandemiii oraz wzroście zachorowań. Pojawia się wiele różnych informacji, nie zawsze prawdziwych, dotyczących tego jak postępować, jak rozprzestrzenia się wirus oraz domowych sposobów ochrony siebie i bliskich. 

Jak znaleźć złoty środek, aby być na bieżąco z sytuacją panującą w kraju, ale nie spędzać całego dnia na czytaniu nowych informacji o Koronawirusie? Napływ tych informacji oraz nieustanne kontrolowanie wskaźnika zachorowań wywołują u nas bardzo silne zaniepokojenie, lęk oraz stres.

Jest jedna, bardzo prosta, złota wskazówka, jak sobie z tym radzić – staraj się zachować racjonalizm i nie przyczyniaj się do szerzenia niepokoju wśród swoich bliskich:

  • nie publikuj na swoich profilach społecznościowych  nowych informacji o liczbie osób zarażonych, (spokojnie, media robią to za Ciebie)
  • spróbuj analizować prawdziwość informacji, które do ciebie docierają 
  • stosuj się do zaleceń – ogranicz wychodzenie z domu, rób zakupy na dłuższy okres czasu (nie chodzi tu o robienie zapasów na 3 lata!)
  • wykorzystaj swój czas na poprawienie relacji z bliskimi

Ciągłe skupianie naszej uwagi na wirusie może nasilać niepewność. Czujemy się wtedy pozbawieni kontroli i wpływu na otaczającą nas rzeczywistość. Czasem dosłownie tracimy moc. Zamiast kolejnej godziny czytania ile jest zachorowań w twojej okolicy, otwórz i poczytaj książkę, zagraj z rodziną w kalambury lub naucz się nowego języka! Rób przerwy od oglądania w telewizji, słuchania w radiu lub czytania na facebooku nowych informacji na temat pandemii! 

Nie bój się porozmawiać z bliskimi o tym, co czujesz. Rozmowa może pomóc w łagodzeniu twojego stresu. Pamiętaj, że dużo osób jest w takiej samej sytuacji jak ty i doświadcza podobnych emocji. 

Poziom odczuwanego przez Ciebie stresu, w związku z ostatnią sytuacją mógł zdecydowanie nabrać na sile. Jednak stres odczuwamy również na wielu innych płaszczyznach naszego życia. Pamiętasz jakie emocje towarzyszyły Ci podczas matury lub egzaminu na prawo jazdy? A czy wiedziałeś o tym, że ludzie w różny sposób radzą sobie ze stresem? 

Istnieją trzy style, które rozróżniają nasze reakcje na stresor:

– Pierwszy z nich jest to styl zadaniowy – charakteryzuje takie osoby, które w sytuacji pandemii starają się przez swoje działanie, aktywnie wpływać na poprawę sytuacji. Szukają pomocnych informacji dotyczących tego, co robić, żeby nie rozprzestrzeniać wirusa oraz tego jak się zabezpieczyć. Osoby takie charakteryzują się przede wszystkim skupieniem na zadaniu i planowaniem wyjścia z trudnego położenia. Taki styl reprezentuje osoba, która np. przygotowała jadłospis i listę zakupów na najbliższy tydzień i ogranicza wychodzenie z domu zajmując czas różnymi aktywnościami. Do takiego stylu zaliczają się również osoby, które swoimi działaniami pomagają służbie zdrowia, np. siedząc w domu szyją dodatkowe maseczki ochronne.

– Styl emocjonalny – osoby takie charakteryzuje koncentracja na swoich emocjach. Osoba taka myśli, mówi o swoich przeżyciach, odczuciach i napięciach, jakie wynikają z kryzysowej sytuacji. W sytuacji pandemii ciągle myśli o stresie, niepokoju oraz lęku. Ciągła koncentracja na swoich odczuciach ma na celu zmniejszenie napięcia emocjonalnego, jednak czasami takie działanie może przynieść odwrotny efekt. Osoby takie mogą też wykazywać się myśleniem życzeniowym, czyli np. ktoś mówi “będzie dobrze, za tydzień na pewno się to skończy”.

– Ostatnim stylem radzenia sobie jest styl unikający – osoby charakteryzuje to, że w trudnych sytuacjach starają się nie myśleć o panującym kryzysie, unikają zderzenia się z problemem, odcinają się od niego i chcą zapomnieć o kryzysie. Mogą one w sytuacji pandemii wykonywać wiele czynności zastępczych, żeby nie myśleć o problemie. Jakie to czynności? Na przykład masowe zakupy przez internet, ciągłe granie w gry komputerowe albo nadużywanie alkoholu czy papierosów. Do tego stylu zalicza się też osoby, które zaprzeczają wadze problemu, jakim jest rozprzestrzenianie się wirusa, np. nie stosują się do zaleceń wychodzenia z domu, spotykają się z przyjaciółmi na mieście czy pogardzają osobami stosującymi specjalne środki bezpieczeństwa.. 

Niezależnie od tego jaki styl radzenia Ciebie charakteryzuje – zostań w domu, spędź czas z bliskimi i ogranicz ilość czasu spędzaną na czytaniu nowych informacji o Koronawirusie. 

Calm down & turn off TV

Artykuł został napisany przez studentkę psychologii Darię Witoń

Koronawirus i rodzicielstwo – jak wspierać dziecko?

W Polsce zamknięto wszystkie żłobki, przedszkola i szkoły. Rozpoczął się trudny dla rodziców czas „domowej kwarantanny”. Psycholog Pracowni Psychologicznej RelacJa  mgr Anna Wraga , na co dzień pracuje z dziećmi i ich rodzicami w obszarze trudności wychowawczych, emocjonalno-społecznych i poznawczych. Dziś pani Anna prezentuje kilka wskazówek na temat tego, jak wspierać dzieci w radzeniu sobie z koronawirusem i kwarantanną.

Sytuacja, w jakiej znalazło się nasze społeczeństwo jest wielkim obciążeniem emocjonalnym zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Pojawia się wiele trudnych emocji związanych z obawami dotyczącymi zdrowia własnego i najbliższych osób, ale i też ze zmianami, które musimy wprowadzić w codziennym życiu, a które niejednokrotnie są dla nas nieprzyjemne. Jak więc pomóc dzieciom z radzeniem sobie z sytuacją, zapobiec nadmiernym lękom i wyrazom frustracji?

  1. Zachowaj spokój

Pamiętaj, że dzieci chłoną emocje z otoczenia jak gąbka. Jeżeli Ty rodzicu będziesz spokojny, jest duża szansa, że Twoje dzieci lepiej i spokojniej zniosą okres kwarantanny. Sytuacja jest poważna i nie należy jej bagatelizować. Panika i zamartwianie się nie służy jednak ani Tobie, ani twoim dzieciom. Postaraj się zadbać o to, by koronawirus nie wkradł się do waszego domu w postaci napięcia i nerwowej atmosfery. Nie zarażajmy dziecka „dorosłymi” obawami.  Z jednej strony mam na myśli to żeby nie zarzucać dzieci zbędnymi informacjami. Oczywiście wszystko uzależnione jest od wieku i poziomu rozumienia sytuacji przez dziecko. W mojej opinii nie powinniśmy jednak przy dzieciach angażować się w wielkie dywagacje na temat zachorowalności, śmiertelności , o tym jak to państwo jest przygotowane lub nie, itp. Tym bardziej jeżeli rozmowa toczy się przy dziecku, a nie jest to rozmowa bezpośrednia z dzieckiem. Podobnie jest z oglądaniem kanałów informacyjnych. Sama po półgodzinnej transmisji czuje często psychiczne zmęczenie od nadmiaru informacji niosących ze sobą ogromne ładunki emocjonalne. Dlatego, nie zostawiaj włączonych kanałów informacyjnych „w tle” waszych codziennych aktywności. Dzieci choć nie słuchają – słyszą. Nasze lęki i obawy często też uwidaczniają się poprzez mniejszą odporność na „nieodpowiednie” zachowania dzieci.  Dlatego w tym trudnym okresie warto się zatrzymywać. Dawać sobie chwilę przerwy na oddech, na regenerację, pozbieranie myśli. Tak, byśmy byli w naszych reakcjach obecni i świadomi.

2. Mów prawdę

Dzieci są doskonałymi wykrywaczami kłamstw. Dlatego, jeżeli kusi Cię wymyślenie jakiejś ciekawej historii na temat tego, dlaczego nie będziemy chodzić do przedszkola przez dwa tygodnie, albo dlaczego nie wolno nam odwiedzać ulubionej cioci w szpitalu – zrezygnuj z tego. Dziecko może nie zorientuje się od razu, że skłamałeś, ale wyczuje, że „coś jest nie tak” i wygeneruje to pewnego rodzaju napięcie. Postawisz niepotrzebną barierę w waszej relacji i zachęcisz dziecko do zdobywania informacji w inny sposób np. podsłuchiwanie rozmowy dorosłych czy poszukiwań w Internecie.  Dzieci często nie potrzebują szczegółowych informacji i proste odpowiedzi im wystarczają, by zaspokoić ich ciekawość. Ważne, by odpowiedź była prawdziwa i prosta. Czasem słysząc pytanie dziecka w głowie uruchamiają nam się dorosłe analizy i poszukiwanie ukrytych motywów. Tymczasem dziecko naprawdę pyta o to, o co pyta.

3. Nowe zasady wprowadzaj stanowczo i uprzejmie

Nowa sytuacja może wymagać od was postawienia nowych zakazów lub wprowadzenia restrykcyjnych reguł. Może wcześniej zdarzało ci się dla ”świętego spokoju” zaprzestać walki na polu „umycie rąk przed złapaniem w nie przekąski”. W sytuacjach, gdy mówimy o zdrowiu i życiu naszych dzieci nie ma niestety miejsca na ustępstwa. Zachęcam do tego, by wszelkie nowe reguły ustalane w domu w miarę możliwości poznawczych dziecka przegadywać i ustalać na zasadach wzajemnego porozumienia i współpracy. Niemniej jednak na pewno pojawią się takie obszary, w których to Ty jako rodzić będziesz musiał wyrazić stanowczo swoje zdanie. Ważne, by w swojej konsekwencji nie zapomnieć o dziecku i należnym mu szacunku.  Zapewnij dziecku przestrzeń na to, by wyraziło swoją opinię, niezadowolenie. Musi przestrzegać zasady, ale przecież nie musi jej lubić. Nie możesz pójść na ustępstwo w sprawie wyjścia na urodziny do koleżanki? Możecie wspólnie wymyślić aktywność, która to zrekompensuje – może zamówicie przez Internet nową książkę do wspólnego czytania, zrobicie domowe slime?

4. Wyrażaj empatię, akceptuj wszystkie uczucia dziecka

Pamiętaj, że wszystkie uczucia jakie pojawiają się w dziecku są ważne i potrzebne. Choć jest to w mojej opinii często jedno z najtrudniejszych wymagań rodzicielstwa: spróbuj po prostu być przy dziecku, towarzyszyć mu. Nie staraj się na siłę wszystkiego naprawiać, powstrzymać złości dziecka czy robić wszystko, by tylko nie ujawnił się jakiś lęk czy smutek. Każdy z nas potrzebuje wszystkich emocji. Zaakceptuj je i pozwól im być. Nazywaj emocje, które się ujawniają „widzę, że jesteś znudzona”, „wydaje mi się, że coś Cię martwi”. Nigdy nie ośmieszaj obaw dziecka nawet, gdy wydają się całkowicie irracjonalne. Nie szukaj racjonalnych argumentów, by przekonać dziecko, że jego uczucie jest nieodpowiednie. Pomóż mu poradzić sobie z uczuciami nie zaprzeczając ich istnieniu. Przykładowo: „Słyszę, że się boisz. Strach jest bardzo ważnym uczuciem, pomaga nam uchronić się przed wieloma niebezpieczeństwami. Tym razem też może nam pomóc, bo będzie nam przypominał żeby umyć porządnie rączki po każdym powrocie z podwórka.

5. Przekieruj uwagę, ćwiczcie uważność na „tu i teraz”

W przypadku młodszych dzieci często mówi się o odwracaniu uwagi jako technice radzenia sobie z zachowaniami trudnymi. Może nam ona pomóc również przy starszych dzieciach, gdy rodzicielskim zmysłem czujemy, że „awantura wisi w powietrzu”  jak i również wtedy, gdy widzimy, że nasze dziecko bardzo emocjonalnie przeżywa sytuacje rozprzestrzeniania się wirusa. Zajmijmy czymś nasze głowy – odwróćmy uwagę. Kreatywność to jedna z najważniejszych cech przydatnych w „zawodzie” rodzica. Jeżeli jeszcze jej nie wypracowałeś, nic straconego. W Internecie pojawia się w ostatnim czasie mnóstwo pomysłów na spędzanie czasu z dziećmi w domu. Do zestawu inspiracji dziś dorzucam wam zabawy oparte na uważności na „tu i teraz”. Chodzi o to, by skupić się na danej chwili i na tym, co przeżywamy. Bez zbędnej gonitwy myśli w stronę skutków epidemii itp. Można to robić poprzez medytacje, ćwiczenia oddechowe. Jednak dziś mam mniej wymagającą propozycję. Potestujcie trochę swoje zmysły: smak, węch, słuch, dotyk. Zasłaniajcie oczy i testujcie różne produkty. Prezentując poszczególne smaki czy zapachy pytaj dziecka czy to, co czuje jest przyjemne, co kojarzy mu się z tym wrażeniem. Znajdźcie trochę czasu na to, żeby w tej całej trudnej sytuacji po prostu pożyć „tu i teraz”, nie przeglądając między czasie wiadomości na smartfonie i nie nasłuchując radia.

Artykuł napisany przez psycholog Annę Wragę

Karmienie spełniające potrzeby

Od pierwszych dni życia karmienie jest niezwykle ważną czynnością zarówno w wymiarze fizjologicznym – zaspokajanie potrzeby głodu, jak i relacyjnym. Bez względu na decyzję mamy odnośnie sposobu karmienia oraz rodzaju podawanego mleka to właśnie podczas karmienia realizowanych jest wiele ważnych potrzeb z zakresu poczucia bezpieczeństwa, bliskości, kontaktu fizycznego i emocjonalnego. Dziecko poznaje mamę, ale też i siebie samego, swoje możliwości i potrzeby. Stopniowo uczy się chociażby tego czym w ogóle jest głód, w jaki sposób go zaspokajać i jak ono samo może komunikować opiekunowi, że to już ten czas. Obok umiejętności komunikacyjnych obserwujemy początki rozwoju poczucia sprawstwa i budowanie poczucia własnej wartości poprzez odczuwanie „bycia ważnym” w relacji z drugim człowiekiem. Poprzez ssanie i odczuwaną podczas karmienia bliskość, ciepło, dotyk, dziecko uczy się też regulacji własnych emocji. Mama lub inny opiekun pomaga mu poczuć się dobrze, dzięki czemu niemowlę poznaje różnice pomiędzy stanami napięcia i relaksu.  I choć jeszcze nie jest w stanie tego zrozumieć kształtują się pierwsze pozytywne doświadczenia związane z poczuciem komfortu, bezpieczeństwa, spokoju, harmonii. Wszystko to dzieje się w niezwykle naturalny sposób. Naturalny, choć nie koniecznie łatwy, a przynajmniej nie od razu. Bo karmienie tak jak i inne podstawowe czynności związane z życiem istoty ludzkiej, choć wdrukowane w naszą fizjologię, są często wyzwaniem na początku rodzicielskiej drogi. Mama i dziecko muszą się tego procesu po prostu nauczyć, a na to potrzebny jest czas. Będą go potrzebowały dzieci – by nauczyć się poprawnego ssania, znaleźć wspólnie z mamą odpowiednią pozycje czy poczuć się z nowym świecie na tyle bezpiecznym, by ssanie mogło być zastąpione innymi czynnościami. Czas będzie czasami bardziej potrzebnie mamie – by przywyknąć do nocnego wstawania, zaakceptować na jakiś czas nierozłączność z małym ssakiem, bo życie maluszka i świeżych rodziców to szereg wyzwań i codzienna nauka.

Teraz kilka słów o potrzebach. Mamy je wszyscy. Ci najmłodsi i ci najstarsi. Często są do siebie bardzo podobne, a niektórzy psycholodzy uważają nawet, że takie same – różniące się bardziej sposobem w jakie je zaspokajamy. Mówiąc o noworodkach często używam takiego sformułowania – to taki człowiek, który niemal w 100% składa się z potrzeb. W dodatku te potrzeby w większości muszą być zaspokajane przez osobę dorosłą. Nawet przy zaspokojeniu tak podstawowej potrzeby jak sen, większość noworodków potrzebuje wsparcia w postaci zapewnienia poczucia komfortu i bezpieczeństwa – poprzez utulenie, nakarmienie ciepłym mlekiem itp. Niemowlę stopniowo nabywa nowych umiejętności motorycznych, poznawczych, komunikacyjnych, które umożliwiają mu zdobywanie pierwszych stopni autonomii, która z kolei staje się kolejną fundamentalną potrzebą obecną już w naszym życiu praktycznie do końca. Nie mam wątpliwości, że potrzeby w życiu każdego człowieka są ważne. Niezaspokajane prowadzą do frustracji, napięcia, rozdrażnienia, a nawet zobojętnienia czy apatii. Dlatego naszym obowiązkiem jako rodziców jest początkowo zaspokajanie potrzeb naszych maluszków oraz stopniowe wdrażanie ich do coraz bardziej autonomicznego i samodzielnego ich realizowania. Ważne, by podkreślić tutaj, że zaspokajanie potrzeb dziecka nie jest tożsame z realizacją wszystkich jego pragnień i oczekiwań. Potrzeby nie zawsze są jasne i oczywiste do identyfikacji. Niemowlak, który wyciąga rękę po telefon mamy i domaga się krzykiem, żeby pokazać mu ekran najprawdopodobniej oczekuje tego, żeby mama „wykonała polecenie” – dała/pokazała mu ten arcyciekawy przedmiot. Tylko czy on naprawdę potrzebuje telefonu w tym momencie swojego życia? Do rozwoju? Jakiejś bardzo ważnej stymulacji? Myśląc bardziej w kategorii potrzeb, nie oczekiwań, możemy spekulować, że maluchem kieruje albo (1) potrzeba „uwagi” od mamy (potrzeba „bycia ważnym” w relacji z mamą, potrzeba kontaktu, potrzeba przynależności) albo (2) rzeczywiście nudzi się i potrzebuje zmiany stymulacji (potrzeba rozwoju). Za każdym zachowaniem zawsze stoi jakaś potrzeba. To one motywują nas do działania. Patrząc na zachowania dziecka z perspektywy potrzeb, nie oczekiwań, łatwiej je zrozumieć, zaakceptować i podjąć odpowiednią strategie działania.

Wracając do tematu przewodniego – jak więc karmić, by spełniać potrzeby?

  • Czas dla was, taki bez oczekiwań.

W trakcie karmienia piersią czy butelką oprócz samego jedzenia realizowanych jest wiele innych fundamentalnych dla rozwoju dziecka potrzeb. Jeszcze przed rozpoczęciem przygody z karmieniem niemowlęcia poza wiedzą techniczną – jak przystawiać dziecko do piersi, jaką butelkę wybrać itp. warto zaopatrzyć się w pewną postawę polegającą na gotowości do bycia z dzieckiem, uczeniem się go, poznawania w trakcie tych codziennych, jakże częstych rytuałów. Mamy bardzo często (szczególnie jeżeli dzidziuś jest tym pierwszym) są bardzo zestresowane. I same aspekty techniczne przystawiania do piersi mocno przeważają nad wagą relacji podczas karmienia. A jak to bywa ze stresem, zamiast coś ułatwić, to potęguje zazwyczaj problemy.              W dodatku wiele mam ma wiele nierealistycznych oczekiwań, bo to przecież takie oczywiste, że „nakarmię dziecię w 15 minut, pójdzie spać, a ja wezmę sobie prysznic”. Choć to trudne, spróbuj przestać oczekiwać. Tak będzie łatwiej. Wszystko jedno czy jesteś na początku swojej drogi, czy może już rozpoczęłaś rozszerzanie diety, albo walczysz właśnie z 10 miesięcznikiem, który jeszcze nigdy nie zjadł z chęcią żadnego stałego posiłku. Nie oczekuj! Bądź! Spędźcie czas razem, uczcie się siebie i od siebie. Może to będzie ten dzień, w którym maluch postanowi ssać twoją pierś na okrągło, nie zrobisz nic w domu i będziesz dziękowała Bogu, że ktoś wymyślił coś takiego jak dowóz posiłków. Nie szkodzi. Zapewniam Cię, że w postawie walki nie przeżyłabyś tego dnia lepiej i wcale nie byłabyś mniej zmęczona, a może nawet byłoby gorzej. Otwórz się na dziecko i na waszą relację.

  • Karm na żądanie. Słuchaj swojego dziecka, obserwuj jego zachowania i odpowiadaj na nie. Wiesz już, że karmienie to czas realizacji wielu potrzeb. Pozwól na to dziecku.  Mit o tym, że dziecko powinno jeść co trzy godziny został jednoznacznie obalony, jednak krąży po naszych rodzinach do dziś. Nie mamy rzeczywistych narzędzi do tego, żeby sprawdzić jak szybko metabolizuje się pokarm u poszczególnych dzieci, albo ile w rzeczywistości pokarmu potrzebuje konkretne dziecko, żeby poczuć sytość. Mamy za to statystyki. Statystyczny niemowlak w wieku 3 miesięcy powinien podczas jednego karmienia zjeść 130ml. Dla porównania statystyczna Polka ma 165 cm wzrostu i waży 68 kg, a według innych badań statystycznie wydaje miesięcznie 250zł na papierosy. Bez sensu porównanie? Spróbujmy to wytłumaczyć temu 3 miesięcznikowi, który wypił już swoje 130ml, a po niespełna 15 minutach domaga się kolejnej porcji i słyszy od rodziców, że „na pewno jest najedzony”. Statystycznie jest, a praktycznie? Tylko Ty jako mama możesz to rozpoznać – słuchając swojego dziecka. Karmienie piersią jest o tyle prostszym w obsłudze narzędziem, że daje nam pewność, że dziecko nie zostanie przekarmione, a dłuższe czy częstsze ssanie zazwyczaj związane jest z rzeczywistą potrzebą maluszka, choć nie zawsze z głodem. Jeżeli ilość i sposób pobierania pokarmu jest dla mamy akceptowalny, nie powoduje wielkiego napięcia czy dyskomfortu powinna odpowiadać na potrzeby maluszka, nawet gdy wie, że nie mają one dużo wspólnego z głodem. Są też sytuacje, w których bliskość przy piersi staje się pewnym nawykiem i niekoniecznie jest jedyną formą spełnienia danej potrzeby. Dlatego słuchając dziecka można „wyczuć matczynym zmysłem”. na ile dziecko potrzebuje karmień, a na ile można powoli zastępować je innymi aktywnościami.
  • Nie przyspieszaj czasu, zapewnij spokój w trakcie zmian.

Pamiętaj, że im młodsze dziecko tym więcej różnorodnych potrzeb realizowanych jest w trakcie karmienia. W szczególności jeżeli karmisz piersią. Dlatego daj czas sobie i dziecku na to, by stopniowo uczyć się dojrzalszych sposobów zaspokajania poczucia bezpieczeństwa i głodu. Aktualne zalecenia odnośnie żywienia niemowląt mówią wyraźnie: mleko mamy lub mleko modyfikowane stanowią podstawę pożywienia do końca pierwszego roku życia dziecka. W dodatku jeżeli karmisz piersią WHO zaleca kontynuacje karmienia co najmniej do końca drugiego roku życia. Uważam, że żadne ogólne zalecenia, nie są w 100% dostosowane do każdego indywidualnego przypadku i rzeczywistych potrzeb konkretnego dziecka i konkretnej mamy. Jednak… Jeżeli słyszysz komentarze typu: „to on taki duży i jeszcze na piersi?”, „czemu mu pozwalasz tyle na tobie wisieć?” i to właśnie one przybliżają cię do decyzji o odstawieniu piersi czy też zmiany rytmu karmień – nie rób tego! Domyślam się, że relacja, którą budujesz ze swoim dzieckiem jest dla Ciebie ważniejsza niż relacja z sąsiadką czy teściową. Zadbaj więc o to, by to wasze przekonania i wasze potrzeby były ważne, bez względu na „dobre rady” innych. Podobnie w trakcie rozszerzania diety. Aktualne zalecenia mówią o gotowości dziecka do rozpoczynania tej przygody (wyznacznikiem jest między innymi umiejętność samodzielnego siedzenia). Pamiętaj, że do niczego nie musisz się spieszyć. Nie jest tak, że dziecko w wieku 7 miesięcy musi zjeść całą miskę zupy, choć zdarzą się i takie dzieci. Zapewnij swojemu maluszkowi poczucie spokoju. Pozwól mu eksperymentować. Nie nakładaj na niego omawianych wcześniej nierealistycznych oczekiwań. Dziecko, któremu rozszerzamy dietę (a trwa to nie miesiąc tylko w zależności od dziecka do roku lub nawet dwóch lat) nie musi jeść pokarmów stałych. Oczywiście jest to wskazane, bo mleko przestaje powoli zaspokajać wszystkie potrzeby żywieniowe. Jednak żadna zmiana wprowadzana w formie przymusu, czy jakiejś manipulacji (za pomocą nagród itp.) nie jest właściwa z punktu rozwoju dziecka i jego przekonań dotyczących siebie i świata zewnętrznego.

  • Jeżeli czujesz duży dyskomfort – zmień to. Nie jest tak, że mama „musi” – całą noc spędzać z dzieckiem na piersi, siedzieć w domu cały dzień i wszystkich zakupów dokonywać jedynie przez internet i tak dalej, i tak dalej. Macierzyństwo to wiele zmian i często również poświęcenia i wyrzeczenia, ale… Mama jest lepszą mamą, gdy dba o siebie. Dlatego, gdy skupiamy się na karmieniu, czy życiu z dzieckiem, które będzie odpowiadać na jego potrzeby nie zapominajmy o swoich. Niektóre mamy dla komfortu nie wstawania i nie tańcowania z dziecięciem w środku nocy wybiorą współspanie oparte na praktycznie nieustannym „przytulaniu” – ssaniu piersi. Dla innych byłoby to równoznaczne z wiecznym niewyspaniem, przejściem na tryb „zombie” w dzień, czego nie polecamy. Musisz znaleźć i wypracować takie sposoby, które pozwolą zarówno dziecku jak i Tobie poczuć się dobrze w waszej relacji.

Na zakończenie, Mamo:

  • Jeżeli chciałabyś przegadać jeszcze ten i inne tematy z zakresu rodzicielstwa i współżycia z maluszkiem zapisz się i przyjdź na naszą grupę #mamybliżej. Zapraszamy w każdy piątek o godzinie 16.00. Przestrzeń jest przyjazna dzieciom – możesz przyjść ze swoim maluszkiem.
  • Jeżeli czujesz, że potrzebujesz indywidualnej rozmowy i wsparcia skontaktuj się z naszymi specjalistami w pracowni lub online.
  • A w sprawach dotyczących karmienia polecamy zaprzyjaźnionego z Relacją doradcę laktacyjnego Annę Plaskotę – Gładysz https://www.facebook.com/polozna.net/

Autorem artykułu jest psycholog Pracowni Psychologicznej Relacja Anna Wraga

Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego

Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego

Przyszły pierwsze jesienne chłody. Liście drzew mają teraz najpiękniejsze kolory, z szaf wyciągamy miękkie swetry i ciepłe szale. Otulamy się wieczorami kocami, pijemy ciepłe cynamonowe herbaty i czytamy więcej książek. Słońce oświetla nawet szare ulice. Zbieramy z dziećmi kasztany i żołędzie, robimy ostatnie przetwory z darów natury. Jeszcze tylko nalewka z pigwy i można cieszyć się zmiennością pór roku.

Oczywiście nie każdy jesienny dzień jest tak piękny. Czasem jest szaro, buro i do dupy. Powoli rozpoczynamy sezon przeziębień i jesienno-zimowych smutków.

To dobra pora, by porozmawiać o zdrowiu psychicznym.

Od urodzenia dbamy o zdrowie – szczepimy dzieci, chodzimy z nimi na bilanse, mierzymy, ważymy, zapobiegamy chorobom i leczymy ich skutki. Co robimy, by zadbać o nasze zdrowie psychiczne? Czym ono właściwie jest?

Bardzo często pojęcie zdrowie definiuje się w sposób negatywny – tzn. określając brak czegoś, np. cierpienia lub choroby. Warto spojrzeć na ten temat bardziej całościowo i opisowo, zwracając uwagę na to, czym właściwie charakteryzuje się zdrowy człowiek. Zdrowie nie powinno zostać rozdzielone na fizyczne i psychiczne, bo przecież doskonale znamy takie sytuacje, że kiedy choroba somatyczna wpływa na nastrój czy funkcjonowanie psychiczne, jak również, kiedy nasze problemy emocjonalne oddziałują na ciało. Zdrowy organizm dąży do zachowania równowagi. To oznacza, że najlepiej czujemy się, gdy „parametry” oscylują wokół średniej. Tak właśnie jest, gdy nasze ciśnienie tętnicze nie jest ani za wysokie, ani za niskie, gdy serce bije miarowo oraz gdy czujemy umiarkowany spokój. Nasze samopoczucie też jest najlepsze wtedy, gdy osiągamy równowagę. To słowo klucz zdrowia psychicznego.

Warto pochylić się również nad tym, czym jest psychika. Wielu ludziom kojarzy się z tą strefą naszego życia, której nie do końca rozumiemy i której nie umiemy wyjaśnić. Psychiki nie da się dotknąć ani dokładnie zbadać tak, jak robi to lekarz czy analityk w laboratorium. By dowiedzieć się, jak funkcjonuje człowiek zamiast rentgena używamy testów psychologicznych, obserwacji i wywiadu diagnostycznego. A cudowne tabletki z reklam leków zastępujemy terapią. Psychika to nasze samopoczucie, emocjonalność, sposób radzenia sobie ze stresem i problemami, to nasza osobowość i mechanizmy, które decydują o naszym zachowaniu. To również nasze myślenie, wyobraźnia, sen i marzenia, identyfikowanie swoich potrzeb i dążenie do rozwoju. Wszystko. I o to wszystko trzeba dbać już od urodzenia. W jaki sposób?

Pamiętajmy, że człowiek rozwija się w relacji. Ta pierwsza, z matką, jest najważniejsza. Na początku nazywamy ją relacją z obiektem, bo niemowlę nie potrafi jeszcze nadać znaczenia „mama”. Niemniej jednak w tych pierwszych latach życia dzieją się najważniejsze procesy dla pełni zdrowia. Nazywamy to przekazem systemowym, w którym dziecko odbiera właściwe dla danej rodziny sposoby radzenia sobie z emocjami i tworzenia bliskości. Zaowocują one w przyszłości, gdy sięgnie po nie nieświadomie, by samodzielnie tworzyć relacje z innymi ludźmi. Dlatego ważne jest, by od samego początku wspierać rozwój dziecka, obdarzać go zainteresowaniem, uczyć aktywnego, kreatywnego i bezpiecznego spędzania czasu, a przede wszystkim nie zastępować relacji z dzieckiem relacją z telefonem komórkowym. Od samego początku akceptujmy emocjonalność dziecka i pokazujmy jak efektywnie radzić sobie z emocjami, by to, co niewyrażone nie uwierało i nie zechciało wybuchnąć.

Naturalne jest, że chcielibyśmy zawsze odczuwać radość. Instynktownie jednak wiemy, że odczucie ciągłego podekscytowania jest męczące. Harmonię, w jakiej powinny być nasze emocje, by dać nam satysfakcjonujące życie dobrze obrazuje film animowany „W głowie się nie mieści”. Tam właśnie Radość poszukuje wspomnień głównej bohaterki w towarzystwie Smutku, oddając „stery” Lękowi, Złości i Odrazie, którzy we troje niemalże doprowadzają do katastrofy. Człowiek może być zdrowy tylko wtedy, gdy cała piątka tych najbardziej uniwersalnych emocji ma swoje miejsce przy „panelu głównym” w naszym umyśle. Właśnie dbanie o swoje emocje, o ich bezpieczne wyrażanie i dociekanie ich źródła, jest podstawowym postulatem interesowania się swoim zdrowiem psychicznym. Co oprócz tego możemy zrobić w zakresie naszej psychiki, by odczuwać zdrowie?

Najprościej jest mi odpowiedzieć, by poszerzać swoją świadomość. Takie stwierdzenie najlepiej oddaje to, nad czym pracuję z klientem w moim gabinecie psychologicznym. Bycie zdrowym psychicznie oznacza branie pełnej odpowiedzialności za swoje życie i czerpanie z niego to, czego chcemy. Aby taki zamiar zrealizować trzeba mieć wiedzę o sobie i akceptację dla siebie. Zdrowie psychiczne nie polega na kreowaniu idealnego, pięknego życia jak z instagramowych zdjęć. Tu nie chodzi o powolne picie kawy i codzienne afirmacje. Zdrowie psychiczne polega na przyjęciu tego, co jest i świadomą pracę nad swoim rozwojem. Dla przykładu, jeśli czuję, że bardzo łatwo ulegam trudnym emocjom i nie umiem sobie z nimi poradzić, co przynosi mi cierpnie np. w postaci problemów z zasypianiem, to podejmę pracę nad sobą i swoją emocjonalnością. Sprawdzę, jakie jest tego źródło, spróbuję zamknąć sprawy, które domagają się mojej uwagi i zaakceptuję to, jaka jestem. Osiągnięcie równowagi to właśnie oznaka zdrowia psychicznego.

Czasem potrzebna jest pomoc specjalisty. Tak – specjalisty. Mowa tu o osobach, które mają odpowiednie wykształcenie, pracują w swoim zawodzie i wciąż poszerzają swoją wiedzę. Aby zostać specjalistą, nie wystarczy skończyć kurs czy szkolenie. Nie wystarczy też stworzenie strony internetowej i nazwanie siebie doradcą w zakresie wybranej dziedziny. Wizyta u psychologa czy psychiatry często kojarzy się bardzo negatywnie. Nie raz słyszę: „ja nie potrzebuje psychologa nie jestem wariatem”. Może dlatego właśnie tak często zamiast skorzystać z usługi (nie trzeba zawsze tego nazywać pomocą) specjalisty wolimy pójść do kogoś, kto udziela złotych rad przez internet.  Tymczasem skorzystanie z usług psychologa, psychiatry czy psychoterapeuty nie ma nic z szaleństwa. To dojrzała decyzja mówiąca o wzięciu odpowiedzialności za siebie i swój stan – za swoje emocje, zachowanie i w ogóle całościowe funkcjonowanie.

Zwróć uwagę na nazwę tego dnia. To nie jest święto zdrowych psychicznie ani dzień pochylania się nad cierpiącymi w szpitalach psychiatrycznych. To dzień zwrócenia swojej uwagi na zdrowie psychiczne. Zachęta do pochylenia się nad sposobem, w jaki tworzymy relacje (czy umiemy stawiać granice, mówić o swoich emocjach, zaspokajać potrzeby), nad naszym codziennym funkcjonowaniem (czy dbamy o czas aktywności i odpoczynku, jakość snu…) i poziomem codziennej uważności.

Jesień sprzyja rozmowom i rozmyślaniom. Zatrzymajmy się nad swoim zdrowiem.

Jak pomóc dziecku przetrwać reformę edukacji?

Już wiemy, że szkoły są zatłoczone, nauczyciele przerażeni nie mniej niż uczniowie a rodzice co najmniej zaniepokojeni. Do szkół średnich trafiły dzieci, które skończyły podstawówkę i gimnazjum. Spotkali się ci, którzy realizują dwie odmienne ścieżki kształcenia, a choć wszyscy są w klasach pierwszych, dzieli ich rok życiowych doświadczeń, co na tym etapie życia i kształcenia to naprawdę wiele. Jak pomóc jednym i drugim przetrwać edukacyjny chaos? Jak być rodzicem i nie zwariować?

Każda reforma edukacji jest bolesna dla dotychczasowego systemu. Wymaga działań na wielu poziomach jednocześnie. Nie od dzisiaj wiadomo, że w edukacji ciągle czegoś brakuje: pieniędzy, nauczycieli, kompetentnych nauczycieli, podwyżek, bezproblemowych uczniów i sal lekcyjnych. Dziś możemy mówić, że braki są jeszcze bardziej dotkliwe a nadmiar biurokracji i uczniów, którym trzeba zapewnić opiekę i kształcenie w tym samym czasie są wręcz nie do opanowania. Zatem, jeśli mamy to przetrwać jako zdrowe społeczeństwo potrzebujemy przede wszystkim CIERPLIWOŚCI.

Rodzice bywają jeszcze bardziej zagubieni niż dzieci. Stres rodzica nie pomaga nastolatkom, które właśnie rozpoczęły szkołę średnią. Co zatem może zrobić martwiący się rodzic, by pomóc swojemu dziecku przetrwać pierwszy rok szkolny nowego systemu w nowej szkole?

Daj dziecku spokój. Twoje dziecko jest w samym środku szalejącej reformy.

Niezależnie od tego, czy Twoja pociecha skończyła w czerwcu ósmą klasę podstawówki czy trzecią gimnazjum, właśnie rozpoczął się dla niej okres adaptacyjny w nowej szkole. Placówka też stawia pierwsze kroki w nowym systemie. Twoje dziecko mimo zmian oświatowych właśnie rozpoczęło kolejny etap edukacji, który zawsze oznacza nowe sytuacje, nowe znajomości, nowych nauczycieli. Potrzebuje czasu, by przywyknąć, by opadły pierwsze lęki i nadmierny entuzjazm. Nastolatek właśnie poznaje zasady i zwyczaje, które  obowiązywały w szkole od zawsze. Nie skupiaj się na konsekwencjach reformy. Są sprawy, które nie masz wpływu, więc po prostu daj spokój mama.

Pozwól dziecku odpocząć. Może Twoje dziecko nie potrzebuje kolejnych korepetycji, a będzie łatwiej mu się skoncentrować, gdy się po prostu wyśpi. Zmiany w organizacji pracy szkoły spowodowały, że niektóre dzieci rozpoczynają lekcje popołudniu i kończą np. o godz. 18. Wiadomo, że po kolacji trudno będzie otworzyć książki. Przed południem, choć poziom koncentracji jest niczego sobie, motywacji brak. Pomóż nastolatkowi zorganizować dobrze tydzień tak, by znalazł czas na naukę, odpoczynek i rozrywkę, której w tym wieku szczególnie będzie szukał. Jeśli mu tego nie zapewnisz, będzie po nią sięgał odpuszczając uczenie się do klasówek. Nastolatek potrzebuje dużo snu, bo jego organizm jest w okresie intensywnej pracy. Hormony, dojrzewające wciąż ciało, mózg aktywny cały dzień, po prostu wykańczają. Nie serwuj swojemu dziecku kolejnych dodatkowych aktywności, naucz go natomiast efektywnie wypoczywać.

Pozwól nauczycielom na błędy. Oni też są ludźmi (chociaż wiele osób w to nie wierzy). Często mamy pretensje do nauczycieli, którzy są najbliższymi nam przedstawicielami systemu edukacji. Niestety, to nie od nich zależała reforma. Gdybyśmy udzielili im głosu, powiedzieliby, że podstawy programowe były pisane na szybko, że brak konkurencyjności w zawodzie oznacza coraz niższą jakość pracy i że braki na niższych etapach edukacji skutkują fatalnymi wynikami uczniów. Nauczyciele też popełniają błędy, dostosowują się do zmian. Nie wiń ich to, że ktoś zmienił sprawnie działający system w pokój zagadek.

 

Słuchaj swojego dziecka – nie zadręczaj go pytaniami o szkołę. Najgorsze pytanie, jakie możesz zadać dziecku, to oczywiście: „co tam w szkole?”. Tym samym sugerujesz, że interesuje Cię szkoła, a nie Twoje dziecko. Jeśli zbudowałaś bezpieczną/ ufną relację ze swoją pociechą, samo Ci opowie o niemiłym nauczycielu czy wrednych koleżankach. Wysłuchuj tego z uważnością, upewniaj się, że dobrze zrozumiałaś, oszczędzaj krytykę, nawet jeśli Twojego dziecko właśnie krytyki oczekuje. W każdej sytuacji bądź po stronie dziecka (oczywiście z szacunkiem dla innych ludzi i ich postaw). To naturalne, że nastolatek mówi rodzicom coraz mniej o sobie. Dlatego znajdź taką aktywność, która będzie wspólna dla Ciebie i Twojego dziecka. Niech czas spędzony ze swoim potomkiem nie będzie poświęceniem, a możliwością wspólnej zabawy i odpoczynku. Zaproś swoją córkę do spa, do kosmetyczki czy na zakupy. Zagrajcie w karty, albo pójdźcie na lody. Namów partnera, by poszedł z Waszym synem na mecz albo pograjcie w planszówki. Rozpalcie wieczorem ognisko albo wybierzcie się do kina. Bądźcie razem, żeby dzieci czuły, że gdy pojawia się w ich życiu problem, jesteście gotowi im pomóc.

Współpracuj ze szkołą. Mów, że potrzebujesz pomocy i oczekuj propozycji rozwiązań problemu. Wiele osób mówi, że ta ośmioletnia podstawówka to dobra była i dobrze, że do niej wracamy. O tak, pamiętamy też czasy matur ustnych z matematyki, fizyki i innych przedmiotów, które były przeprowadzane przez nauczycieli uczących. Losowanie pytania i odpowiadanie przed „ulubionym” nauczycielem. Wystandaryzowanie egzaminów zdecydowanie poprawiło kondycję polskiej edukacji. Wprowadzenie gimnazjów oczywiście wstrząsnęło systemem i doprowadziło do wielu załamań nerwowych. Niemniej jednak, gimnazja funkcjonowały 20 lat. To sporo czasu, by się czegoś nauczyć, usprawnić i udoskonalić. Jako psycholog pracujący w  szkołach mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że całkiem nieźle uporaliśmy się z problemem „trudnego wieku” skumulowanego w trzech klasach gimnazjów. Znaleźliśmy właściwe metody i formy pracy. Wyszkoliliśmy się, a teraz przestawiamy się na inny tryb.

Dlatego właśnie bądź cierpliwa. Wybaczaj. Nie krzycz. Nie panikuj. Dziecko powinno doświadczać w domu pewności i stabilności, bo świat wokół jest naprawdę zwariowany.

 

Pomóż dziecku przetrwać reformę edukacji!

Matka Polka Samotna czyli Baby Blues na bogato

Wyczekane, wychuchane, wreszcie narodzone – Twoje dziecko. Nagle zmienia się cały świat. Dosłownie, bo Twoje planowanie kariery czy swobodne umawianie się z koleżankami na wino po prostu się skończyło. Zaczęła się przygoda, która będzie trwać całe życie – macierzyństwo, w którym oprócz szczęścia i ciągłego zamartwiania się o dziecko poczujesz jeszcze samotność.

Niewiele się o tym mówi. Młode mamy dostają opiekę swoich mam oraz teściowych, są odwiedzane przez położne środowiskowe i ludzi stojących w kolejce do ich domów, spragnionych zobaczyć maluszka. Szczęście od Boga, jeśli partner jest czuły, kochający i wspierający jak w powieściach: wyprasuje, ugotuje, posprząta, nakarmi psa, poda szklankę wody, kiedy karmisz. Niestety, wiele kobiet zmierzy się z zadaniami, o których nie miała pojęcia i pozostanie w tym sama.

Samotność w połogu można rozumieć na dwa sposoby. Pierwszy to właśnie przytłaczająca samodzielność zdominowana brakiem snu i fizycznym zmęczeniem. Drugi to samotność tożsama z cierpieniem. Choć wiadomo, że dziecko to szczęście i radość dla całej społeczności wiąże się ono z poważnymi zmianami w życiu. Każda zmiana to przeżywanie różnych, czasem skrajnych emocji. Nie ma więc nic złego w tym, że oprócz radości i zmęczenia poczujesz strach, złość na dziecko, smutek, rozczarowanie, frustrację, niemoc.. Często pojawia się też poczucie winy, wstyd, poczucie braku sprawiedliwości, poczucie bycia niezrozumianym. I wszechogarniająca samotność, chociaż trzymamy na ręku dziecko w domu pełnym ludzi. Możemy sobie wmawiać, że to hormony, chwilowy stan po porodzie, który zniknie za kilka dni (tygodni? miesięcy?). Czasem nie znika, a pozostawiony głęboko w środku zmienia macierzyństwo z przygody życia w ciągłą walkę ze sobą i swoimi uczuciami. Zlekceważony może zamienić się depresję poporodową, która wymaga kontaktu ze specjalistą.

Jak sobie pomóc? Po pierwsze, daj sobie szansę zaakceptować swoje dziecko. Brzmi dziwnie prawda? Po prostu zaakceptuj to, że płacze (a czasem drze się w niebogłosy), ma kolki, jest niespokojne, budzi Cię w nocy i ciągle chce jeść. To jest normą. Zdrowe dzieci płaczą, jedzą, śpią, są aktywne, lubią być blisko Ciebie. Jeśli Twoje dziecko boryka się z niepełnosprawnością, nie patrz na nie jak kłębek cierpień – pomyśl sobie, że Twoje dziecko jest wyjątkowe i mów tak każdemu, kto choćby spojrzeniem obdarzał Cię współczuciem.

Kolejnym krokiem jest zaakceptowanie emocji, które przeżywasz. Żeby je zaakceptować, trzeba oczywiście najpierw je poznać, poczuć, zrozumieć. Czy wiesz co czujesz? Co mówią łzy, które spływają Ci po policzku? Co mogłyby Ci te łzy powiedzieć? To, że bolą Cię piersi od karmienia i nie masz już siły czy jesteś zezłoszczona na partnera, który w odpowiedzi na to, że potrzebujesz pomocy mówi, że on musi się najpierw zdrzemnąć po pracy? Ile czujesz smutku? A może brzydzisz się sobą, bo w przeciwieństwie do koleżanek i gwiazd obserwowanych przez Ciebie na Instagramie, Ty wciąż masz brzuszek i naprawdę nie masz czasu ćwiczyć? A może wstydzisz się, że nie dajesz sobie rady? Nie ma nic złego w tych wszystkich emocjach. Są naturalne i tylko dając im przestrzeń, mamy szansę sobie z nimi poradzić.

Pewnie znasz opowieści o kobietach, które miały pięcioro, sześcioro, siedmioro (itd.) dzieci i sobie świetnie dawały radę same. Ja znam mnóstwo takich opowieści. A jeszcze więcej kobiet, które mówią, że przy pierwszym dziecku były najzwyczajniej w świecie zmęczone i nie wyrabiały na zakrętach. Zapomnij o tych wszystkich wielodzietnych bohaterkach i sama bądź dla siebie bohaterką. Miej odwagę prosić o pomoc, nie żądać i błagać, ale dopominać się tego, co Ci się należy. W niektórych kulturach kobiety w trakcie połogu są traktowane niemalże jak święte. W końcu obdarowały świat nowym człowiekiem i zasługują na szacunek oraz pełną opiekę. Stwórz własną sieć wsparcia.  Partner, mama, tata, teściowie, nawet Twoje dzieci. Zobacz, kto sprawdzi się najlepiej w wieczornym usypianiu, kto załaduje zmywarkę, a kto udzieli Ci mądrej rady. Korzystaj z pomocy położnej środowiskowej, zadawaj pytania lekarzom, doradcy laktacyjnemu, sprawdź, czy możesz dołączyć do mądrej grupy na facebooku czy forum internetowym.

Zmienia się wszystko i na wszystko brakuje czasu. Zachęcam Cię, żebyś spróbowała włączyć rytuały do codziennego funkcjonowania. Rytuał wstawania z łóżeczka (te same słowa, całuski, pieszczoty), toalety porannej, toalety wieczornej, karmienia. Schematy nie tylko porządkują dzień, ale przede wszystkim dają poczucie bezpieczeństwa Tobie i dziecku. To, co jest powtarzalne i przewidywalne uspokaja i pomaga wyciszyć.  Wiadomo, że każda czynność jest podporządkowana dziecku, a w ciągu dnia podejmujesz milion życiowych mikrodecyzji. Priorytetem nie musi być zawsze jest dziecko. Jeśli nie będziesz zdrowa i silna w jaki sposób będziesz opiekować się dzieckiem? Mamą na 100% możesz być tylko wtedy, gdy sama znajdujesz czas i sposób, by zadbać o siebie. To ważne, byś znajdowała okazję do przespania się. Jeśli masz wybór: iść na 20 minut spać, poczytać książkę, pomalować paznokcie, zrobić pranie lub obiad, wybierz sen. Niewyspana nie będziesz czerpała radości z bycia mamą. Zdaję sobie sprawę, że czasami dziecko w ciągu dnia śpi tylko na spacerze lub w aucie i drzemki to dla Ciebie nieznany temat. Sięgaj po pomoc swoich bliskich. Korzystaj z możliwych sieci wsparcia. Wprowadź zasadę, że przynajmniej jedną rzecz robisz dziennie tylko dla siebie. Czasem będzie to tylko umycie włosów, czasem uda się gorąca kąpiel albo wypad na paznokcie, a czasem 20 minut na Instagramie w łazience pod pretekstem niestrawności.

Może się tak zdarzyć, że nie poczujesz od razu słynnego macierzyńskiego instynktu. Nie bój się, Twoje dziecko o tym nie wie. Jesteś dla niego najlepszą matką, jak mogła się zdarzyć, więc bądź dla siebie dobra.