Blog

Jak mówić o tym co jest dla nas trudne?

Nie dam rady jej tego wyznać. Nie przejdzie mi to przez gardło!” Wszystko co płynie prosto z serca trudno przekazać. Dlaczego? Ponieważ poprzez wyznania odsłaniamy samych siebie. Chcemy pokazać innym co czujemy i jacy jesteśmy, jednak czegoś się obawiamy. Strach może brać się stąd, iż boimy się czy zostaniemy zaakceptowani przez innych, takimi jakimi jesteśmy. Zdzieramy maskę i pokazujemy swoją bardziej intymną stronę . Trudność w komunikowaniu własnego wnętrza to kwestia także inności nas ludzi, jako pojedynczych jednostek. Człowiek pragnie zaznaczać swoją indywidualność i jednocześnie uzyskać akceptację otoczenia tej inności. Trudność polega na tym, że odsłanianie własnego wnętrza pokaże innym jak różnimy się od siebie. Człowiek chciałby pokazywać tą inność, lecz jednocześnie boi się, że zostanie niezaakceptowany przez otoczenie.  

Jak zatem mówić o tym co dla nas trudne?

1)      Zadbaj o otoczenie w jakim zamierzasz otwierać się przed drugą osobą. Może to być miejsce publiczne jak np. restauracja lub rynek w mieście, jeśli obecność innych nie będzie dla Ciebie krępująca. Jeśli wolisz rozmowę w cztery oczy, dobrym pomysłem może być dom, mieszkanie, o ile nie będzie innych domowników. Kolejną propozycją może być spacer. Dzięki świeżemu powietrzu dużo łatwiej pozbierać myśli i je wyrazić w komunikatywny sposób.Najważniejsze jest wybranie miejsca, w którym po prostu – będziesz czuć się komfortowo i bezpiecznie.

2)      Sprawdź jaki humor ma Twój rozmówca. Jeśli np. Twoja dziewczyna/chłopak miała dzisiaj kiepski dzień w pracy i odkąd wróciła jest nadąsana i kapryśna, warto przełożyć rozmowę na inną okazję. Kiedy Twój rozmówca jest w złym nastroju, bardzo prawdopodobne, że Twoje wyznanie, zwłaszcza trudne, odbierze jako gorszą wiadomość, niż w rzeczywistości jest. Dlatego też zaczynanie rozmowy w sytuacji nieprzychylnej może być  złym posunięciem. Z drugiej strony istnieją sytuacje, kiedy należy wyrazić własne zdanie niezależnie od humoru drugiej osoby. Nie zawsze odkładanie na później jest dobrym pomysłem. Potrzeba pewnego wyczucia, aby wiedzieć kiedy rozmawiać od razu, a kiedy odczekać.  

3)      Jeśli chcesz porozmawiać o trudnych sprawach nie umniejszaj, ani nie powiększaj problemu. Bądź uczciwy wobec siebie i swojego rozmówcy. Przedstaw problem rzeczowo i powiedz jak się z tym czujesz. Lepiej powiedzieć wszystko tak, jak jest i przyjąć odpowiedzialność za konsekwencje tej rozmowy. Dużo ważniejsze jest życie w prawdzie, niż udawanie i skrywanie się za strachem.

4)      Daj swojemu rozmówcy swobodę i zrozumienie. Niech spokojnie przyjmie komunikaty i poczekaj na odpowiedź zwrotną. Nie naciskaj, lecz cierpliwie trwaj. Niekiedy osoba, która usłyszy coś bardzo bolesnego, nie chce kontynuować rozmowy. Wtedy nie żądaj uparcie informacji zwrotnej. Twój rozmówca może potrzebować czasu, aby poukładać sobie myśli i kiedy będzie na to gotowy wróci do rozmowy.

Komunikowanie spraw trudnych, bolesnych, kłopotliwych jest zawsze nieprzyjemną sytuacją. Często musimy przyznać się do błędu i okazać skruchę, innym razem przekazać trudną informację np. o śmierci bliskiej osoby.  Potrzeba odwagi, aby odkryć siebie i otworzyć się na drugą osobę. Powiedzmy sobie szczerze, łatwe to nie jest.  Jednak jeśli zależy nam na prawdzie i relacji z daną osobą, naprawdę warto się zmobilizować i wyznać co leży nam na sercu. Zachętą niech będą słowa: „ czasami najlepiej jest coś z siebie wyrzucić, aby móc poukładać to od nowa.”

Opracowała: Natalia Weryńska

Przekazy generacyjne – co to jest i jak sobie z nimi radzić?

Określenia „przekazy generacyjne” używamy, aby nazwać pewne schematy myślowe i zachowania, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Często w mowie potocznej mówimy o rzeczy, która jest „z babci, prababci”, takim samym określeniem można ująć nasze myśli i zachowania. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele schematów postępowania powtarza się w danej rodzinie na przestrzeni wieków. Jeśli są to zasoby, które motywują do kreatywności, samodzielności i otwartości na świat, możemy nazwać się szczęściarzami.

Po części jesteśmy indywidualistami, po części przejmujemy pewne zachowania od innych ludzi. Środowisko w jakim dorastamy, wychowanie oraz geny mają ogromy wpływ na naszą osobowość, to jakimi jesteśmy, jako dorośli bierze się właśnie głównie z tych trzech obszarów. Często w dzieciństwie od dziadków słyszeliśmy „Ależ jesteś podobna do swojej mamy. Masz taki sam wyraz twarzy.” Nie jest tajemnicą, że dziedziczymy nie tylko cechy wyglądu, lecz również cechy osobowości. Na przekazy generacyjne składają się pewne schematy zachowania czy myślenia właśnie dzięki genom, ale także wychowaniu. Np. matka, która będzie żyła w ciągłym lęku przed światem, wychowując swoje dziecko bardzo możliwe, iż taki sam wzorzec zachowania przekaże swojemu dziecku. Dziecko dorasta i nie jest nawet świadome, jakie schematy otrzymało. Ma także postawę lękową w stosunku do świata i tak może przeżyć  całe życie, jeśli ta postawa nie okaże się na tyle ciężka, aby postarać się zmienić te wyuczone style zachowań.

Czasami zdarza się, że matka, która jest stale niezadowolona z życia, melancholijna, bierna i zimna emocjonalnie wychowuje dziecko, które w drodze dziedziczenia otrzymało wiele cech z ekstrawertyka, a więc towarzyskość, otwartość na ludzi, spontaniczność. Takie dziecko z wychowania otrzyma wzorce, które będą całkowicie sprzeczne z jego prawdziwą osobowością. Na czas kiedy będzie małe, przyjmie prawdopodobnie te schematy, lecz sprawa zacznie się komplikować w okresie dojrzewania. Jeśli dziecko będzie miało wysoki poziom świadomość będzie w stanie samo zauważyć, iż ma w sobie tak jakby dwie osoby w jednym ciele. Jeśli poziom świadomości nie będzie wysoki, młody człowiek będzie czuł się zdezorientowany i skołowany, ale nie będzie wiedział dlaczego. Może wtedy próbować ekstremalnych doświadczeń, aby w końcu dowiedzieć się kim, tak naprawdę jest. W takiej sytuacji warto udać się do specjalisty, aby pomógł znaleźć problem. Stan niewykształconej tożsamości może być bardzo bolesnym doświadczeniem dla młodej osoby. Jednak jest wiele osób, które nie idą do specjalisty, nie zastanawiają się dlaczego czują, że wewnątrz ich jest coś nie tak. Żyją dalej, ignorując ból. Prędzej czy później miarka się przebierze i następuje wybuch, który wywołuje kryzys wewnętrzny.

Istnieją rodziny, gdzie wyraźnie widać, jak pewne sposoby zachowań przenoszone są z pokolenia na pokolenie. Prosty przykład i bardzo powszechny, mianowicie, spożywanie alkoholu, jako środka służącego do obniżenia stresu. Dlaczego tak często widzimy ojca, który nadużywa alkoholu, a następnie syn, który wcześniej często zarzekał się, że nie będzie taki jak ojciec, jest zupełnie identyczny? To jest jakby samospełniająca się wyrocznia. Ale dość z czarami, przenieśmy to na grunt psychologiczny. Sprawa ma się następująco, ojciec jako sposób radzenia sobie z napięciem wewnętrznym pokazywał tylko, że potrafi się napić i to mu pomagało, stres się zmniejszał, krzyki ustawały, było przyjemniej. Temu wszystkiemu przypatrywał się mały syn, który zakodował sobie, że to jest dobry sposób na „nerwy”. Kiedy już jako dorosły doświadczał dużego stresu, bardzo możliwe, że automatycznie chwycił za butelkę, co z kolei, przy dłuższym stosowaniu, stało się jego nawykiem.

Wiele jest takich destruktywnych zachowań, które robimy, jednocześnie nawet nie zdając sobie sprawy, dlaczego postępujemy tak, a nie inaczej. Ale uwaga, jeśli widzimy, że nasze zachowania czy myśli niszczą nas, a my nie mamy świadomości dlaczego tak robimy, bardzo często oznacza, że od kogoś wzięliśmy sobie dany sposób reagowania czy myślenia. Np. młoda, atrakcyjna kobieta ciągle znajduje w sobie jakieś niedoskonałości ciała i czuje się z tym fatalnie. Mimo, że wiele osób mówi jej, że jest piękna, ona uważa inaczej. Dlaczego jej subiektywna ocena jest tak różna od obiektywnej oceny wielu ludzi? Jedną z przyczyn może być jej surowa matka, która jej nigdy nie pochwaliła, a wręcz przeciwnie, dostawała od niej bardzo niemiłe komentarze, które ją raniły przez wiele lat. Trwało to tak długo, iż to co mówiła jej matka, stało się dla niej jedyną prawdą. Co ciekawe jej babcia też była surową i powściągliwą w komplementach kobietą. Bardzo możliwe, że obie, babka i matka, przeniosły schemat zaniżonego poczucia własnej wartości, który jeśli córka nie przerwie, możliwe, że zostanie przekazany dalej.

Przekazy generacyjne same w sobie nie są złe. Jest to nazwa pewnego zjawiska psychologicznego zachodzącego na przełomie wielu lat. Naszą uwagę powinny zwrócić te destrukcyjnie działające na nasze życie.

Jeśli czujemy, iż nasze życie nie układa się tak, jak byśmy tego chcieli i mamy wrażenie, że ciągle spotyka nas to samo, jakbyśmy kręcili w błędnym kole, może warto udać się do psychologa lub psychoterapeuty na konsultację. Osoba z zewnątrz będzie mogła w bardziej obiektywny sposób spojrzeć na nasze życie i ocenić, czy rzeczywiście ciążą na nas jakieś destrukcyjne przekazy pokoleniowe. Co więcej psycholog czy psychoterapeuta to profesjonaliści, którzy wiedzą jak szukać powiązań naszego zachowania z naszymi rodzicami czy dziadkami i mogą pomóc nam wyłonić niszczące schematy. Czasami wiemy, że coś jest z nami nie tak, lecz brak pewnego wglądu w siebie oraz brak dystansu stanowią problem, aby zidentyfikować błędne schematy. Systematyczna praca terapeutyczna jest w stanie poczynić wiele zmian z naszym postrzeganiu rzeczywistości, a być może będzie to wystarczające do zmiany życia.

Warto także stosować świadomą pracę nad samym sobą. Na rynku dostępnych jest wiele pozycji książkowych odwołujących się do autoterapii i refleksji nad własnym życiem. Inną opcją może być szereg podcastów, postów czy blogów poświęconych psychologii. Ważne, aby szukać czegoś dla siebie, zwłaszcza jeśli czujemy się skołowani i nie rozumiemy samych siebie. Pamiętajmy jednak, iż w razie jakichkolwiek problemów, które nas przerastają lepiej zwrócić się do profesjonalistów.

Przekazy generacyjne mogą „generować” wiele utrudnień w naszym życiu, jednak nie muszą nas kreować. Należy być świadomym pewnych mechanizmów, które mogą mieć wpływ na nasze decyzje czy zachowanie i starać się niwelować te destrukcyjne. To my bądźmy kowalami los i walczmy o siebie, o lepsze jutro…

Opracowała: Natalia Weryńska

Zdrada – objaw czy skutek?

Zdrada… Myślę, że nie trzeba tłumaczyć czym ona jest. Jej gorzki smak zna każdy, kto jej doświadczył. Życie traci sens, kolory bledną, melodie, które wcześniej unosiły nas nad ziemią, teraz jeszcze bardziej dobijają. W związku często nie myślimy o zdradzie, lecz kiedy dotyka nas, to czujemy, że tracimy grunt pod nogami. „Między nami wszystko było w porządku”, „myślałam, że mamy swój najlepszy czas, a tutaj taki cios”. Dopiero po fakcie zdajemy sobie sprawę, iż nie było tak kolorowo jak myśleliśmy. Zastanawiamy się co poszło nie tak. „Gdzie zawiniłam/zawiniłem?”. Zaczynamy się obwiniać o przeróżne kwestie, często związane z niewystarczającą ilością spędzanego wspólnie czasu i zaangażowaniem jaki się poświęcało relacji. Zdarzają się osoby gotowe wybaczyć i spróbować na nowo, inni chcą jak najszybciej zakończyć relacje. 

Zatem zdrada to objaw czy skutek problemów w relacji? Przyjrzyjmy się przykładowej historii.

Mamy małżeństwo z trzyletnim stażem. Oboje byli bardzo zakochani jako para. Ona pochodzi z rodziny, głęboko związanej z tradycjami, dla której rodzina to świętość i przypisują jej największą wartość. On już nie jest takim tradycjonalistą, jednak zgadza się, że rodzina jest najważniejsza. Mimo początkowego zrozumienia i zaangażowania w budowaniu relacji małżeńskiej obu stron, narodziny dziecka wiele zmieniły. Potrzeba stałej opieki nad nowym członkiem rodziny oddaliła emocjonalnie małżonków. Ona udała się na urlop macierzyński. On pracował dalej, jednak po pewnym czasie musiał zmienić firmę i trafił do korporacji, gdzie szybko złapał wspólny język z współpracownikami, a w szczególności z młodą, atrakcyjną rozwódką. Z racji powtarzających się kłótni z żoną, coraz bardziej wtajemniczał swoją koleżankę z sprawy osobiste. Bardzo ją lubił i dobrze się rozumieli, jednak nie chciał niczego więcej. Wystarczał mu wspólnie spędzony czas i rozmowy. Z czasem coraz bardziej oddalał się od żony. Podczas wyjazdu służbowego, kiedy pokłócił się z żoną przez telefon, zdradził ją z koleżanką z pracy. Sami nie dowierzał, że tego dokonał. Było mu bardzo wstyd i jak tylko wrócił do domu wyznał żonie, że dopuścił się zdrady. Żona była w szoku. Początkowo chciała się rozwieść, lecz przeprosiny męża i zapewnienia, że to się nie powtórzy sprawiły, iż postanowiła dać mu drugą szansę. Razem poszli na terapię małżeńską.

Dalsza część historii jest nieistotna, ponieważ my skupiamy się jaką rolę pełni zdrada w relacji, objawu czy skutku?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z jednej strony zdrada w powyższej historii była objawem problemów pojawiających się pomiędzy małżonkami. Brak rozmów i emocjonalne oddalenie się od siebie spowodowało chłód pomiędzy małżonkami, a w rezultacie szukanie przez męża zrozumienia i wsparcia u innej kobiety. Oczywiście nie rzecz w tym, aby usprawiedliwiać zdradę, lecz wina zawsze leży pośrodku. W jakimś stopniu zawiniła żona i w jakimś mąż. Zdrada była jednym z objawów ich coraz uboższej pod względem jakościowym relacji. Na szczęście razem udali się na terapię, która pomoże im odbudować związek.

Natomiast z drugiej strony zdrada może być odebrana jako skutek kulejącej relacji. Brak bliskości przez dłuższy czas doprowadził do zdrady. Pokazuje ona, że już od dawna nie układało się pomiędzy małżonkami. Punktem kulminacyjnym całego napięcia, nieporozumień była zatem niewierność męża. Każda kłótnia była niczym cegiełka budująca mur pomiędzy żoną i mężem. Zdrada może oznaczać, choć nie w tej historii, koniec jakieś relacji. Nie zawsze dwoje ludzi dochodzi do wniosku, że chce spróbować jeszcze raz.

Jak widać, nie jest łatwo jednoznacznie określić czy zdrada jest objawem czy skutkiem problemów w relacji. Dużo zależy od interpretacji danej historii. Pewne jest, iż zdrada niesie wiele spustoszenia i cierpienia. Dla jednych jest bolesnym przebudzeniem i mobilizacją do walki o relację, dla drugich definitywnym jej końcem.

Opracowała: Natalia Weryńska

Pokolenie narcyzów – przesada czy nowa rzeczywistość?

Któż nie pamięta mitu o Narcyzie z mitologii greckiej omawianego podczas lekcji języka polskiego?

Narcyz był pięknym młodzieńcem, którego uwielbiały wszystkie nimfy, a w szczególności Echo. Niestety Narcyz odrzucił uczucia Echo, która w zemście sprawiła, iż zakochał się on we własnym odbiciu. Młody chłopak, kiedy pewnego dnia zobaczył swoje odbicie w tafli wody, tak bardzo się sobą zachwycił, że zakochał się w sobie i nie chciał odchodzić od źródła. W konsekwencji umarł z tęsknoty za sobą, tam, gdzie tkwił przy swoim odbiciu. Stąd pochodzi określenie „narcyza” jako osoby przesadnie zapatrzonej w siebie i swoje zalety, nie empatycznej, dążącej do zaspokojenia wyłącznie własnych potrzeb. W dzisiejszych czasach obserwujemy coraz więcej sytuacji, gdzie wygrywa egoizm. Ludzi często interesują ich własne sprawy i niechętnie dzielą się z innymi. Szczególnie u młodzieży obserwowane są zachowania świadczące o dążeniu do własnych potrzeb, które często wiążą się tylko z wymiarem materialnym. Zainteresowanie wartościami altruistycznymi nie jest modne wśród młodych osób, wolą oni wieść życie pełne zabaw i rozrywek, a to przecież oni będą kształtować przyszłą rzeczywistość, zatem czy jako dorosłe osoby nie powinniśmy interweniować?

Czy obecnie obserwujemy pokolenie samych narcyzów?

Aktualnie istnieje spora grupa młodzieży, której wartości coraz częściej przeczą duchowi solidarności czy budowaniu wspólnego dobra. Brakuje im empatii do innych ludzi. Skupiają się wyłącznie na sobie i trudno wpoić im ducha wspólnej odpowiedzialności za skupieniem się na wartościach wypływających z miłości do innych. Dlaczego? Po części winne są czasy w jakich dzisiejsza młodzież dorasta. Kultura konsumpcjonizmu zagościła na dobre w naszych czasach i za główny cel obrała sobie posiadanie wszelkiego rodzaju dóbr, jako środek do szczęścia. Bardzo trudno przeciwstawiać się prądom, które mocno wpisały się w światopogląd otoczenia. Potrzeba i chęć posiadania powoduje, iż człowiek szukający przyjemności, odwraca się od innych i skupia się na samotnym dążeniu do dóbr materialnych.

Co może mieć na to wpływ?

Rozwój technologiczny i powszechny dostęp do telefonów, laptopów i Internetu sprawiły, iż zabawy na dworze zastąpione zostały oglądaniem niekończących się kreskówek. Dzieci zamiast uczyć się nawiązywać relacje, spędzają czas na „serfowaniu” w Internecie. W konsekwencji następuje alienacja społeczna, która w żaden sposób nie zachęca do postawy altruistycznej.

Rodzice mają swój wkład w wychowanie dzieci, a więc mają wpływ na przekazywany wzorzec zachowania. Jeśli ważne są dla nich tylko ich własne potrzeby, uczą tego samego własne dzieci. Dzieci, jako świetni obserwatorzy i naśladowcy bardzo szybko przejmują wzorce rodziców. Niezaspokojone emocjonalne potrzeby dzieci skłaniają ich w dorosłym życiu do postaw narcystycznych. Warto przypominać sobie, że to my dorośli jesteśmy odpowiedzialni, jakie wartości przekażemy przyszłym pokoleniom.

Młodzież sama w sobie nie jest zła, lecz brakuje ludzi, którzy wskazaliby drogi, jakimi mogliby podążać. Mówi się, że mamy kryzys wartości. Poniekąd to prawda. Z drugiej strony kryzysy zawsze były i będą, ważne, aby pouczać i pobudzać myślenie młodych osób. Jest w nich ogromny potencjał, jednak zagrożony zmarnowaniem. Brak autorytetów niesie zbyt wiele niebezpieczeństw, kiedy pojawiają się tzw. „ludzie na topie” – celebryci, których nie interesuje podążanie za wartościami wyższymi.

Jak można to zmienić?

Istotne, aby człowiek uświadomił sobie, iż nie jest on centrum świata. Tak, posiada pewien niepowtarzalny indywidualizm, jednak żyje w społeczeństwie, w otoczeniu innych. Bez ludzi współtowarzyszących traci cały swój sens egzystencjalny. Swego czasu został przeprowadzony przerażający eksperyment, który polegał na zaprzestaniu, wobec noworodków, rozmów czy jakiegokolwiek innego kontaktu za wyjątkiem zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Okazało się po krótkim czasie, że dzieci, które nie dostawały żadnego komunikatu z otoczenia, umierały. Koszmarny eksperyment pokazuje jak bardzo więź z otoczeniem jest ważna dla człowieka.

Na szczęście stale spotkać można wiele ludzi, którzy propagują wartości będące opozycją  narcyzmu. W ostatnim czasie wzrasta świadomość Polaków i coraz chętniej poszukują wiedzy, która kształtuje ich większą otwartość na drugiego człowieka. Często postawy narcystyczne wywodzą się z lęku przed otoczeniem oraz niewiedzy, iż życie razem we wspólnocie i wzajemna troska nie są oznaką słabości, a miłości. Istnieje wiele kursów czy szkoleń, które pomagają odkrywać prawdziwe szczęście.

Wydaje się, że największym wyzwaniem jest rozpowszechnianie edukacji na tematy egzystencjalne, które wskazywałyby na wartości nieprzemijające, dla których warto poświecić życie. Mimo deficytu autorytetów, młodzi ludzie zainteresowani podążaniem drogą naprzeciw sławy i bogactwa, w końcu znajdują osoby, którzy udowadniają swoim życiem, iż dzielenie się z drugim nie musi wiązać się z życiem nudnym i zacofanym. Ich przykład jest niczym drogowskaz, w jakim kierunku podążać, aby w pełni rozwinąć własne człowieczeństwo, które jest zaprzeczeniem narcyzmu. Wiele świętych ludzi pokazało, iż życie według zasad moralnych wiąże się z pięknym i pełnym przeżywaniem, pomijając religijne względy, które nieodzownie się z tym łączą.

Czy aktualnie jesteśmy świadkami pokolenia narcyzów?

Cóż, trudno jednoznacznie określić. Zawsze były obecne dwie grupy ludzi, które zajmowały skrajne stanowiska, a więc czyści narcyzi oraz altruistyczne jednostki. Głównym wysiłkiem należy obrać staranie, aby edukować młode osoby o wartościach i jakie skutki powoduje życie według nich. Wszystko powinno być naznaczone wolnością i miłością do młodzieży. Są oni, jak nieoszlifowane diamenty, które poddane odpowiedniej obróbce okażą się bezcennymi brylantami. Na obróbkę składają się cierpliwość, miłość, rozmowa i przykład. To my dorośli jesteśmy odpowiedzialni za pomyślny proces szlifowania.

Opracowała: Natalia Weryńska

Czy wewnętrzny kryzys może być dobry?

Kryzys – stan pewnego rozłamu, załamania. Stan, którego towarzyszące emocje oscylują od smutku, niepokoju do paniki, rozpaczy. Niekiedy trwa krótko, kilka dni, innym razem ciągnie się latami. Odczuwamy go jako ciężar na sercu, który nie znika. Jego poziom natężenia często nie zmienia się przez dłuższy czas, po prostu jest. Czasami dochodzimy do punktu kulminacyjnego i czujemy jak powoli „rana” zaczyna się goić. Każdy chce go unikać, jednak nikomu się to nie udaje. Z praktycznego punktu widzenia lepiej zaakceptować możliwość kryzysu i spróbować wyciągnąć lekcje, jakie nam niesie. Ale czy wewnętrzny kryzys może być dobry?

Część osób powie, że absolutnie nie. Nikt przecież nie uważa cierpienia za pożądany stan. Ludzie patrzą na cierpiących ze współczuciem. Życzą im, aby jak najszybciej poczuli się lepiej. Jednak spójrzmy na stan wewnętrznego kryzysu jako na stan, który w dłuższej perspektywie może okazać się pozytywny, ba, nawet zbawienny.

Kiedy doświadczamy cierpienia , chcąc nie chcąc, zwalniamy. Wewnętrzny ból nie pozwala nam w pełni cieszyć się teraźniejszością. Coś nas gryzie od środka. Przeznaczamy wtedy więcej czasu na przemyślenia naszego życia, przyczyny i wreszcie jakie skutki wywoła u nas. Mamy czas, aby zastanowić się, co kryzys „chce nam powiedzieć”. Może obniżony nastrój, brak energii i ciągła chandra jest wynikiem znajdowania się w miejscu, w którym wcale nie chcemy być. Np. może wcale nie czujemy satysfakcji z naszej pracy, naszych znajomych, naszego życia. Dużo jest tych „może”, ale jeśli wewnątrz siebie czujemy, że coś jest nie tak, nie warto tego bagatelizować, to samo się nie naprawi. Często to nasze głęboko skrywane „ja” krzyczy, że dusi się w życiu jakie wiedziemy.

Kryzys to także okazja do wyciągnięcia lekcji na przyszłość. Kiedy kryzys spowodowany jest chorobą lub śmiercią bliskiej osoby, zmusza nas do nauczenia się życia w innych realiach. Doświadczenie wewnętrznej pustki jest impulsem do reorganizacji aktualnego stanu rzeczy. Patrzymy do przodu już z innej perspektywy, z kolejnym bagażem doświadczeń. Nierzadko wewnętrzny kryzys popycha nas ku zupełnie nowym, innym pomysłom, wyzwaniom, decyzjom, których nie podjęlibyśmy się wcześniej.

Ból w naszym wnętrzu może przyczynić się do „oczyszczenia” . Cierpienie odciska niezmywalne piętno, które dobrze przepracowane może pomóc nam stać się lepszymi ludźmi. Wewnętrzny ból niekiedy sprawia, że mamy dość udawania, dość grania, chcemy ściągnąć maskę. Nie zważamy na lęk przed brakiem akceptacji otoczenia, po prostu nie mamy już siły na udawanie kogoś, kim nie jesteśmy. W konsekwencji bardziej zbliżamy się do prawdziwego „ja”.

Na koniec warto dodać, iż każdy kryzys należy przepracować. Do tego potrzebujemy czasu, raz więcej, raz mniej. Dajmy sobie go tyle, ile będzie wystarczająco. Jeśli trudno samemu trwać w tym bólu, można skontaktować się z psychologiem lub psychoterapeutą, którzy będą naszym wsparciem. Najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić w trakcie trwania kryzysu to pogłębiać się w nim jeszcze bardziej i nie szukać pomocy u innych. Nie zawsze poradzimy sobie sami, czasami będziemy potrzebować drugiego człowieka. Choć wewnętrzne cierpienia są trudne i uciążliwe, pamiętajmy, iż w dłuższej perspektywie mogą przynieść owoc obfity.

Opracowała: Natalia Weryńska

Starość nie taka straszna jak ją malują

Patrząc na obecny świat telewizji czy mediów społecznościowych, wydaje się że nie ma w nim miejsca na starość – nie ma miejsca na siwe włosy, na zmarszczki. Mówi się o tzw. kulcie młodości, czasem nawet o syndromie Doriana Gray’a, który opisuje przypadki, gdy ludzie – podobnie jak bohater książki Oscara Wilde’a, są przerażeni wizją starości i na różne sposoby starają się zatrzymać czas i oszukać metrykę, nie biorąc pod uwagę tego, że każdy etap w życiu człowieka jest ważny i potrzebny. A warto podkreślić, że okres starości może trwać nawet 20-30 lat – to duża część naszego życia, dlatego powinniśmy zadbać o to, żeby dobrze się do tego czasu przygotować i zaakceptować go jeszcze zanim nadejdzie.

Jest wiele rodzajów wychowania, o których słyszał każdy – fizyczne, moralno- społeczne, do życia w rodzinie itp. Ale jak wielu z nas słyszało o wychowaniu do starości? Według Aleksandra Kamińskiego, wychowanie do starości polega na pomaganiu ludziom w nabywaniu zainteresowań, umiejętności i przyzwyczajeń, które uskuteczniają ich efektywne wejście w okres starości i emerytury. Pierwszym i najważniejszym elementem przygotowania się do tego okresu jest zgoda na własną starość, a dopiero potem praca nad sobą.

Jedną z podstawowych zmian życiowych okresu starości jest emerytura. Bo choć często słyszymy albo mówimy – „Na emeryturze wreszcie sobie odpocznę”, to jednak, gdy następuje wreszcie ten moment okazuje się, że człowiek potrzebuje pracy. Jeśli nie ma możliwości pracy w swoim zawodzie, warto pomyśleć o zawodzie zastępczym, może bardziej dostosowanym do naszych sił i możliwości. Innym rozwiązaniem są prace amatorskie, jak choćby uprawa własnego ogródka. Za pracę można także uznać różne rodzaje pomocy sąsiedzkiej lub rodzinnej, np. opiekowanie się wnukami. Aby dobrze przygotować się do czasu emerytury, należy już w okresie dorosłości pomyśleć, jak wyobrażamy sobie naszą główną aktywność, żeby potem nie przeżyć szoku, że mamy serdecznie dość odpoczynku i brakuje nam w życiu jakiegoś celu.

Drugą formą aktywności w życiu seniorów są wszelkie czynności wykonywane w czasie wolnym – często właśnie w okresie starości wreszcie mamy szansę robić to na co do tej pory brakowało czasu – czytanie książek, prace manualne, podróże, chodzenie do kina albo na różne warsztaty, pozwalające na naukę nowych umiejętności. Tego aspektu przygotowania do starości powinniśmy się uczyć od najmłodszych lat – dzieciństwo to ważny etap, w którym uczymy się znajdować sobie nowe zajęcia i dowiadujemy się co sprawia nam radość, czym się interesujemy i czym zabijamy nudę. To też czas, w którym uczymy się nawyku aktywności fizycznej, która jest jednym z kluczowych elementów zapewniających dobre zdrowie – Światowa Organizacja Zdrowia zaleca seniorom 30 minut aktywności fizycznej 5 razy w tygodniu. A jeśli jako dzieci nie nauczymy się systematycznej aktywności, to ciężko oczekiwać, że na starość ćwiczenia będą nam przychodziły bez trudu. Podobnie jest z zainteresowaniem kulturą czy nauką – jeśli w dzieciństwie pokazano nam, że można spędzić świetny czas w teatrze lub bibliotece, to szanse że jako seniorzy w wolnym czasie będziemy wybierać takie miejsca zamiast kanapy i telewizora są zdecydowanie większe.

Wychowanie do starości to jednak nie tylko przygotowywanie się do własnej starości. To także konfrontacja ze stereotypami. Starość w większości ludziom młodszym kojarzy się przede wszystkim ze zniedołężnieniem i chorobą, a osoby starsze traktuje się jako niesamodzielne, nierozumiejące młodych i dzisiejszego świata. Dlatego ważnym celem wychowania do starości jest znalezienie odpowiedniego miejsca dla ludzi starszych w społeczeństwie i pokazanie młodym, że życie seniorów nie składa się jedynie z telewizji, krzyżówek czy wizyt lekarskich.

Jeśli w młodości nauczymy się, że bycie seniorem nie musi tylko ograniczać, a wręcz przeciwnie – daje też wiele możliwości, to może jako dorośli przestaniemy przekonywać sami siebie, że starość nas nie dosięgnie i nie będziemy na siłę walczyć z przemijającym czasem. Bo gdy zaprzestaniemy tej walki, naprawdę odetchniemy z ulgą! A przygotowując się zawczasu na to, jak chcemy żeby wyglądała nasza emerytura, będzie nam łatwiej się do niej przyzwyczaić, gdy rzeczywiście nadejdzie.

Bibliografia:

·         Dzięgielewska, M. (2009). Edukacja jako sposób przygotowania do starości. Chowanna, (33 (2)), 49-62.

·         Maćkowicz, J. (2010). O wychowaniu do starości.

·         Wierzańska, M., Garbarz, M. (2011). Wychowanie do starości jako element edukacji permanentnej. Zamojskie Studia i Materiały–Seria Pedagogika, (13), 77-85.

Małgorzata Misiak – studentka psychologii 

Ciało i umysł – dwa nieodłączne elementy

Już od wieków pradawni mnisi nauczali, że aby zachować zdrowie i harmonię życia należy troszczyć się nie tylko o potrzeby ciała, ale także umysłu. Warto sobie uświadomić, że nie jesteśmy tylko ciałem, tym co zewnętrzne, lecz również tym co jest naszym wnętrzem, naszą psychiką. To są m.in. nasze myśli, wyobrażenia, marzenia, plany, cele, pragnienia czy tęsknoty. Nie można żadnych z tych dwóch elementów pomijać w kwestii określania naszego zdrowia. 

Ciało i umysł są niejako połączone i stanowią główne składowe całego człowieka – te dwa elementy oddziaływają na siebie nawzajem. Co oznacza, że możemy ingerować w to oddziaływanie, aby poprawić stan umysłu za pomocą ciała. Brzmi ciekawie? Zauważmy, że kiedy np. się stresujemy to objawy tego stresu możemy zaobserwować również w  naszym organiźmie – pocimy się, drży nam głos. Podobnie będzie się działo, jeżeli nasze ciało będzie zrelaksowane – łatwiej nam będzie radzić sobie z emocjami. 

W dzisiejszych zabieganych, pełnych stresu czasach relaks umysłu zaczyna plasować się w czołówce czynności, o które należy zadbać. Przechodzimy, więc do bardziej praktycznej części artykułu i poniżej przedstawione zostaną propozycję, aby się zrelaksować.

  1. Masaż

Chyba nikt nie powie, że masaż ciała nie działa relaksująco na umysł. Zwłaszcza kiedy robi to ktoś profesjonalnie. Do tego odpowiednia muzyka odprężająca i piękny zapach unoszący się w powietrzu. Czujemy jak z minuty na minutę odpływamy… Nasze ciało coraz bardziej się poddaje masażowi i rozluźnia się. Nie bez przyczyny często po masażu czujemy się jak nowo narodzeni i mamy całe mnóstwo pozytywnej energii. To jest właśnie znak, że nasz umysł także doznał odpoczynku, odprężenia… 

  1. Dotyk 

Tego sposobu na relaks doznał każdy. Ile razy czuliśmy się zestresowani, zrozpaczeni, bezwartościowi, czy po prostu smutni, zmęczeni, przygnębieni? Z pewnością te stany nie są obce nikomu. W takich chwilach objęcie przez bliską osobę jest jak balsam na nasze zranione serce. Dotyk, który odpręża może wyrażać się poprzez przytulenie, pocałunek, uścisk dłoni, poklepanie po ramieniu, trzymanie na rękę. Takie gesty odczuwane są jako kojące i obniżające napięcie, dające poczucie bezpieczeństwa. Co więcej w badaniach naukowych dowiedziono, że stosunek seksualny ma bardzo duże działanie na nasz układ nerwowy i jest źródłem przyjemności i odprężenia. Należy tutaj dodać, że musi to być stosunek dla obydwu stron satysfakcjonujący. Jeśli tak nie jest, partnerzy powinni porozmawiać o tym, co sprawia im przyjemność, a co nie, i starać się spotkać we własnych oczekiwaniach. 

  1. Ćwiczenia fizyczne

To bardzo ważna forma dbania o siebie. Nie tylko ćwiczymy, rozciągamy, kształtujemy nasze mięśnie, lecz podczas aktywności fizycznej uwalnia się serotonina, czyli tzw. hormon szczęścia. Wtedy czujemy zadowolenie z siebie i pomimo zmęczenie, uczucie większej mocy i sprawczości. W Internecie aż roi się od artykułów na temat dobroczynnego wpływu sportu na organizm człowieka. Rodzaj aktywności też jest ważny. Nie dla każdego będzie dobre to samo. Np. szczególną formą skupiającą się na umyśle są: joga, medytacje czy pilates. W ramach ciekawostki bieg nie dla wszystkich osób jest wskazany, ponieważ w trakcie biegania uwalnia się kortyzol – hormon stresu, i jeśli ktoś jest nadwrażliwy, ten rodzaj aktywności może wręcz zwiększać napięcie niż je zmniejszać. Natomiast inną opcją jest taniec, który świetnie odpręża umysł i uwalnia nasze zmysły. 

  1. Przyjemności nie tylko kulinarne

Kto zna powiedzenie „droga do serca mężczyzny prowadzi przez żołądek” ? Nie bez przyczyny takie rady często mamy przekazują swoim córkom. Jednak na potrzeby naszego artykułu zmienimy je trochę i powstanie coś na miarę „droga do serca człowieka prowadzi przez żołądek”. Kiedy zjemy coś na co szczególnie mieliśmy ochotę lub coś co bardzo lubimy, czujemy zadowolenie, niekiedy błogość. Takie uczucia są relaksujące, dające sygnał naszemu umysłowi, że możemy się zrelaksować. Słuchanie muzyki również może być wspaniałym pomysłem. 

Ciało i umysł są ze sobą połączone i oddziaływają na siebie. Jeśli zaniedbamy jeden z tych elementów nasz ogólny stan zdrowia się pogorszy. Wraz z popularnością dziedziny nauki jaką jest psychologia, temat dbania o umysł jest coraz bardziej popularny i traktowany na poważnie. To dobrze, ponieważ dzięki temu mamy wiedzę jak możemy sami działać i zabezpieczać nasz umysł przed wypaleniem. Sposobów na wpływanie na stan naszego umysłu poprzez ciało jest wiele. Głównie skupia się to wokół sprawiania sobie przyjemności oraz uwalniania napięcia poprzez masaż, dotyk, aktywność fizyczną. Każdy zapewne znajdzie swój sposób, który będzie mu najbardziej odpowiadał. 

Opracowała: Natalia Weryńska – studentka psychologii 

Jak przygotować dziecko na powrót do szkoły?

To co dobre musi się kiedyś skończyć. Przychodzi moment końca wakacji – okresu beztroskiej zabawy na słońcu, swobody, odpoczynku, spędzania czasu w gronie rodziny i bliskich, mniejszej ilości obowiązków. Sami wiemy jak nie chce się nam czasem wrócić do pracy po weekendzie czy urlopie, więc łatwiej nam zrozumieć, że dzieciom po dłuższym czasie wolnego od szkoły jeszcze trudniej znaleźć motywację i chęci powrotu do nauki. W końcu czeka ich perspektywa wielu miesięcy wczesnego wstawania i odrabiania prac domowych. Nawet dzieci, które lubią szkołę, prawdopodobnie wolałyby, żeby wakacje nigdy się nie kończyły. Jednak oprócz zwykłej niechęci związanej z powrotem do szkolnej ławki, mogą być też inne powody, dla których dziecku źle kojarzy się początek września.

Przede wszystkim powrót do szkoły może być stresującym wydarzeniem. Z każdym rokiem zwiększa się poziom wymagań szkolnych, którym trzeba sprostać. Dochodzą nowe przedmioty i dziecko może stresować się, że sobie z nimi nie poradzi. Zmieniają się nauczyciele i wychowawcy, a świadomość, że od początku trzeba będzie sprostać ich oczekiwaniom oraz zasadom może dziecko niepokoić.

Bardzo stresujące jest również przejście z podstawówki do szkoły ponadpodstawowej. Tutaj nie chodzi już o sam powrót do szkoły po wakacjach. W takim wypadku zmiana dotyczy praktycznie wszystkiego, do czego dziecko zdążyło już się przyzwyczaić przez ostatnie lata – zmieniają się nauczyciele, klasowi koledzy, wśród których większość, a czasem nawet wszyscy, mogą być dla dziecka obcy. Zmienia się też sam budynek, którego rozkładu trzeba będzie się szybko nauczyć, żeby trafić na czas do odpowiedniej klasy. W jeszcze trudniejszej sytuacji są dzieci, które z różnych powodów zmieniają szkołę. Oprócz wyżej wymienionych stresorów ich sytuację komplikuje to, że wchodzą w już dobrze znającą się grupę uczniów i może pojawić się obawa, że nie uda im się do nich wpasować, że nie zostaną zaakceptowani przez nowe środowisko. 

Niechęć przed powrotem do szkoły może wiązać się też z tym, że szkoła jest miejscem ciągłego oceniania. Patrzy się nie tylko na oceny ze sprawdzianów, ale też zachowanie, umiejętności sportowe, czasem dochodzi też występowanie w różnych przedstawieniach czy na apelach. Wystawienie na publiczną ocenę może być źródłem ogromnego stresu. Szczególnie takie sytuacje przeżywają nieśmiałe z natury dzieci, dla których wyzwaniem jest samo odpowiadanie przed tablicą lub czytanie na głos podręcznika.

Zdarza się, że źródłem oporów przed chodzeniem do szkoły są rówieśnicy. Nie musi to od razu oznaczać, że dziecko jest przez nich źle traktowane. W wielu przypadkach chodzi raczej o to, że dziecko ma problem z tworzeniem relacji z kolegami z klasy. Może to wynikać z nieśmiałości albo niewystarczających kompetencji społecznych.

Powrót do szkoły może być trudniejszy obecnie jeszcze z jednego powodu – pandemii Covid-19. Przez wiele miesięcy dzieci uczyły się zdalnie, co z jednej strony było i dla nich, i dla rodziców dużym wyzwaniem, ale z drugiej pozbawiło ich wielu elementów szkolnej rutyny. Nie trzeba było pakować plecaków, poświęcać czasu na dojazdy do szkoły, a zamiast siedzieć w ławce można było wygodnie rozsiąść się w swoim pokoju. Co ważne głównie w przypadku młodszych dzieci np. pierwszoklasistów – część z nich nie musiała rozstawać się z rodzicami, ponieważ np. pracowali zdalnie i stale byli obecni w domu. I choć uczniowie wrócili na kilka ostatnich tygodni roku szkolnego, to nie można zapominać, że końcówka roku różni się od zwykłej rutyny szkolnej: pomijając ostatnie sprawdziany jest wtedy więcej luzu i zabawy, dlatego tak naprawdę dopiero od września wraca „prawdziwa” szkoła.

Wszystkie te powody mogą sprawić, że powrót do szkoły może być trudny. Co w takim razie mogą zrobić rodzice, by ułatwić ten czas swoim dzieciom?

·         Ważna jest przede wszystkim rozmowa. Jeśli zauważysz, że zbliżający się koniec wakacji sprawia, że Twoje dziecko jest bardziej zestresowane albo, gdy często powtarza, że nie chce wracać do szkoły, to trzeba dowiedzieć się dlaczego tak jest i czego naprawdę dotyczy ten opór. Nie można bagatelizować obaw swojego dziecka. Pamiętajmy, że to co dla nas nie stanowi większego problemu, dla dziecka może być nie lada wyzwaniem. W ramach okazywania wsparcia warto też podzielić się z dzieckiem opowieściami o własnych doświadczeniach z czasów szkolnych.

·         Warto wiedzieć o tym, że powrót do szkoły będzie łatwiejszy dla dziecka, jeśli to będzie proces a nie nagła zmiana. Dlatego już na kilka tygodni przed rozpoczęciem roku szkolnego należałoby oswajać z tym dziecko. Dobrą okazją do tego jest szykowanie wyprawki szkolnej. Kupcie wcześniej podręczniki i zeszyty a potem przygotujcie odpowiednio biurko dziecka, by było gotowane na odrabianie przy nim zadań. Możecie też zawczasu wyciągnąć na wierzch plecak, żeby przypominał o tym, że niedługo będzie używany. 

·         Rodzice dobrze wiedzą, jak ciężko czasem wyciągnąć dziecko rano z łóżka. Dlatego wskazane jest, żeby wcześniej wprowadzić rutynę związaną z zasypianiem i wstawaniem o określonych godzinach. Stopniowo kładźmy dziecko spać wcześniej niż miało to miejsce w czasie wakacji, co pozwoli uregulować jego rytm snu.

·         Dobrym rozwiązaniem jest też organizacja atrakcji dla dziecka w czasie wrześniowych weekendów, co będzie swoistym przedłużeniem wakacji. Warto wtedy spędzić czas z dzieckiem na krótkich wyjazdach poza miasto, pójść na basen czy do kina lub robić inne rzeczy, które są dla dziecka przyjemne. Dzięki temu nadchodzący czas nie będzie się dziecku kojarzył wyłącznie z obowiązkami, a tygodnie będą mijały na oczekiwaniu nagrody za zaangażowanie w szkole.

·         Jeśli Twoje dziecko w czasie wakacji nie spędzało czasu z kolegami z klasy, a chciałbyś ułatwić mu kontakty z rówieśnikami w szkole, może warto wraz z innymi rodzicami pomyśleć o zorganizowaniu spotkania pod koniec wakacji, żeby dzieci spędziły razem czas na wspólnej zabawie. Po dłuższym czasie niewidzenia będzie im łatwiej w taki sposób odnowić kontakt.

Chodzenie do szkoły jest obowiązkiem każdego dziecka, więc czy tego chce czy nie, będzie musiało do niej wrócić. Dlatego warto zrobić wszystko, żeby ułatwić mu ten powrót i zadbać o to, żeby na jego twarzy pojawił się uśmiech,  gdy będzie szło pierwszego dnia września do szkoły. 

Małgorzata Misiak – studentka psychologii

Kochać – łatwo czy trudno? – 5 języków miłości

„I żyli długo i szczęśliwie…” Czy te słowa nie brzmią znajomo? Czy nie dają do zrozumienia, że już przed nami tylko pełnia szczęścia i przyszłość jawi się niczym kraina miodem i mlekiem płynącą? 

Rzeczywistość na szczęście jest wielce daleka od takiego wyobrażenia. Dlaczego na szczęście? Ponieważ nie mielibyśmy szansy na własny rozwój, gdyby nie wyzwania pojawiające się w relacjach. Wchodzimy w relacje z drugim człowiekiem, jesteśmy zakochani, czujemy motyle w brzuchu, zaręczamy się, bierzemy ślub i nagle sielanka się kończy. Już nie jest tak łatwo, zaczynają pojawiać się problemy, potomstwo i często zaczynamy gubić naszą miłość. Tą, za którą nie tak dawno dalibyśmy wszystko. 

W ciągu życia codziennego mijamy się z mężem/żoną, przestajemy dbać o nasze, wzajemne potrzeby i sytuacja staje się coraz bardziej napięta, aż w końcu dajemy za wygraną i włącza się nam tryb pełen obojętności i wypalenia w relacji. Kiedy chcemy to zmienić i wrócić do funkcjonowania takiego, jak przed ślubem, to staramy się okazać nasze uczucia i troskę na nowo, jednak znowu możemy wdać się w kłótnie o coś, co mogłoby nam wydawać się błahe. 

Dlaczego tak się dzieje, że mimo, że staramy się poprawić relacje z bliską osobą, to dochodzi między nami do sprzeczek? Kiedy zakochanie zaczyna mijać i już nie unosimy się nad ziemią, lecz twardo po niej stąpamy, dostrzegamy jak trudno jest nam pokazać jak bardzo kochamy tą drugą osobę. Wybieramy wg nas najlepsze sposoby, np. mówimy „kocham Cię”, spędzamy razem czas, a małżonek/chłopak jakby nie dostrzega naszych starań. Według nas robimy wszystko poprawnie, nawet lepiej niż poprawnie, staramy się z całych sił, a mimo to, relacja się nie poprawia. Nie odczuwamy satysfakcji z bycia w związku. 

Skąd może wynikać ta trudność? A mianowicie, Twój ukochany może posługiwać się całkowicie innym językiem miłości niż Ty. Dla Ciebie mówienie o swoich uczuciach może być normalnym sposobem wyrażania miłości, jednak partner może oczekiwać np. pocałunku i przytulenia, które dowodziły by miłość partnerki. Każda osoba ma swój unikalny język, w jaki odczytuje miłość od drugiego człowieka. Ma to swoje korzenie w naszym dzieciństwie, kiedy to uczyliśmy się wyrażać i przyjmować miłość od naszych rodziców i innych osób z naszego środowiska. Dla jednego będą to słowa, dla innego określone zachowania, a dla kolejnego przyjmowanie podarunków. 

Wyróżniamy 5 języków miłości. Nie jest powiedziane, że mamy tylko jeden język miłości, jednak na ten określony jeden jesteśmy szczególnie wrażliwi. Warto znać swój i partnera/partnerki, aby czerpać więcej satysfakcji z wzajemnej relacji.

Język miłości # 1: „Wyrażenia afirmatywne”

Dla wielu ludzi afirmacje są językiem miłości. Ich używanie w stosunku do tej grupy osób sprawi, że poczują się kochani i ważni w naszych oczach. Kto nie pragnie usłyszeć komplementu: „Gosiu wyglądasz pięknie w tej sukience” albo „ Kochanie to niezwykle miłe, że zawsze znajdziesz czas, żeby zabrać mnie po pracy do domu. Kocham Cię za to.”? Bardzo ważne jest chwalenie męża/żony w obecności innych osób, np. dzieci, rodziców. Czy nie wpłynęłoby to jak miód na Waszą atmosferę emocjonalną? Nie chodzi tutaj tylko o komplementowanie, ale też używanie słów ośmielających, które dodadzą śmiałości partnerowi w dziedzinach, gdzie czuje się niepewnie. Można pochwalić go za świetną rozmowę z dziećmi,  zwłaszcza jeśli nie robi tego zbyt często. Będzie to dla niego znak, że ktoś zauważa i docenia jego wysiłek. Warto pamiętać także, aby miłość wyrażać za pomocą uprzejmych słów oraz słów pełnych pokory. „Miłość prosi, miłość nie przedstawia żądań.” (fragment z książki „5 języków miłości. Tajemnica miłości na całe życie” Gary Chapman). Sposób wyrażania potrzeb jest niezmiernie istotny, ponieważ łatwo można kogoś zranić, nic nie załatwić i jeszcze pogorszyć wzajemne stosunki. 

Język miłości # 2: „Dobry czas” 

Ten język miłości opiera się na spędzaniu czasu wspólnie z ukochaną osobą. Taka osoba wtedy będzie wiedziała, że ktoś ją kocha. Jednak nie chodzi o czas, kiedy siedzimy obok siebie w pokoju i jedno czyta gazetę, a drugie ogląda telewizję. Musi to być świadomie spędzony czas, który charakteryzuje się skupioną uwagą i dobrą rozmową. Musimy skupić się na rozmówcy i próbować wczuć się w to, co chce nam przekazać. Zachować dla siebie pochopne uwagi czy krytykę „no, ale Ty głupi i naiwny jesteś, znowu dałeś się namówić…”; „jakaś laska zatrzepota rzęsami, a Ty już pierwszy do pomocy jesteś, trafił się wolontariusz!”. Dobra rozmowa opiera się na utrzymaniu kontaktu wzrokowego, słuchaniu uczuć, zwracaniu uwagę na mowę ciała i bardzo ważne, nie przerywaniu. Czasami wystarczy spędzenie czasu razem w ciszy. Mając na myśli dobry czas, jest to też czas spędzony razem podczas wykonywania przeróżnych zajęć jak np. prace w ogrodzie, spacer, uprawianie sportu.

Język miłości # 3: „Przyjmowanie podarunków” 

Następny język miłości może się niezbyt dobrze kojarzyć. Często osoby, które oczekują drogich prezentów są próżne i zależy im tylko na dobrach materialnych. Nie chodzi tutaj o podarki drogie, a raczej prosto z serca. Np. kwiaty, które kobiety często dostają od dzieci czy mężczyzn. Ważny jest sam gest podarku, który sprawia, że osoba obdarowana poczuje się kimś wyjątkowym. Państwo młodzi zakładają obrączki na znak ich miłości. Jest to podarunek dla ich obojga i symbol miłości, ale też zobowiązania, którego się podjęli. Warto, więc zastanowić się z jakiego podarunku ucieszy się nasz ukochany/nasza ukochana i nie czekać na specjalną okazję, ale kupić coś co zrobi jemu/jej przyjemność. Są też osoby, dla których obecność będzie wystarczającym prezentem, np. kiedy żona jest zła, że mąż woli spędzać czas tylko poza domem, a one same spędzają mnóstwo czasu. Może podarowanie czasu żonie będzie znakomitym pomysłem?

Język miłości # 4: „Drobne przysługi” 

Dla ludzi, którzy najbardziej cenią ten język, najważniejsza jest chęć robienia tego, czego ich małżonek chciałby, żeby zrobili. Wyrażamy miłość poprzez wyręczanie go w czymś. Innymi słowy służąc mu. Mówimy o czynnościach takich jak: przygotowanie posiłku, pozmywanie naczyń, odkurzenie, zapłacenie rachunków, przewinięcie dziecka. Są to czynności zazwyczaj domowe, którymi małżonkowie powinni się podzielić, ale też w miarę możliwości wyręczać. Mężczyźni mają swoje sprawy, o których wyręczenie mogliby poprosić kobiety. Obydwie strony powinny pamiętać, że są drużyną i grają do jednej bramki, czyli powinny się nawzajem wspierać. 

Język miłości # 5: „Dotyk” 

Dochodzimy do ostatniego, jednakże szalenie istotnego i powszechnego języka miłości – dotyk. Od wieków poprzez dotyk wyrażana jest miłość. Trzymanie się za ręce, całowanie, przytulanie, obejmowanie i akt płciowy to sposoby komunikowania miłości. Ważny jest poziom nasilenia i miejsc, gdzie stosujemy dotyk. Dla jednych dotyk może okazać się przyjemny, dla drugich wcale on taki nie będzie. Jest to bardzo indywidualna kwestia, o której warto porozmawiać szczerze i otwarcie. Dla osoby, której dotyk jest najważniejszy, jeśli płacze nic nie będzie lepszego jak objęcie. Kolejnym dobrym wyrazem miłości dla „dotykowca” będzie masaż. 

Podsumowując wyróżniamy 5 języków miłości: wyrażenia afirmatywne, dobry czas, przyjmowanie podarunków, drobne przysługi, dotyk. Zachęcam, aby poznać swój i partnera/partnerki język miłości, i dzięki temu budować trwałą relację opartą na otwartości, szczerości i przede wszystkim miłości. 

Poniżej znajduje się link do bezpłatnego testu na języki miłości:

https://mk-pl.github.io/

Test może pomóc w określeniu języków miłości jakimi posługuje się dana osoba. Warto jednak pamiętać, że najlepiej to sprawdzić poprzez przyglądanie się z uważnością sobie oraz partnerowi –  zachowaniom, uczuciom czy potrzebom. 

Więcej informacji na ten temat można znaleźć w: „5 języków miłości. Tajemnica miłości na całe życie” Gary’ego Chapman’a, na podstawie której powstał powyższy artykuł. 

Natalia Weryńska – studentka psychologii

Rodzice dzieci ze spektrum autyzmu


Zaburzenie ze spektrum autyzmu jest wyzwaniem dla całej rodziny dziecka, u którego zostało zdiagnozowane. Autyzm nie jest jeszcze wystarczająco poznanym zagadnieniem, dlatego stale pojawiają się nowe publikacje poszerzające wiedzę na jego temat. Jest to niezmiernie ważne, ponieważ prowadzone badania pozwalają na rozwój terapii, które w przyszłości mogą coraz lepiej przystosowywać małych autystyków do samodzielnego funkcjonowania. Ponadto pozwalają nam zrozumieć jak dzieci te postrzegają świat, dzięki czemu możemy starać się uczynić go dla nich bardziej radosnym i bezpiecznym.
    Obecnie występuje szeroki dostęp do dużej ilości różnorakich porad dotyczących wychowania tak wyjątkowych dzieci, ale nie możemy zapominać, że każde z nich jest odmienne i do każdego należy podejść indywidualnie. Autyzm może mieć różne nasilenie. Zdiagnozowane osoby mogą radzić sobie bardzo dobrze w codziennym funkcjonowaniu, ale są też takie, którym trzeba pomagać intensywniej. Terapia wspomagająca prawidłowy rozwój dziecka autystycznego trwa latami, jest niezwykle czasochłonna, a jej efektywność zależy od wielu osób, które muszą niekiedy bezgranicznie zaangażować się w pomoc małemu autystykowi. Takimi osobami są właśnie rodzice.
    Szczególną opieką powinny być otoczone nie tylko dzieci ze spektrum, ale również ich opiekunowie. W tym momencie tworzy się pewnego rodzaju koło, gdzie obie grupy wpływają na siebie nawzajem – jeżeli chcemy zadbać o szczęście i jak najlepszy rozwój dzieci, powinniśmy zadbać również o szczęście ich rodziców. Tu najlepiej uświadomić sobie z jak wieloma wyzwaniami na co dzień zmagają się dorośli, którzy pomagają swojemu autystycznemu dziecku przejść bezpiecznie przez życie.
    Wszystko może zacząć się już przed dwunastym miesiącem życia, a dla rodziców, którzy jako pierwsi zauważają oznaki zaburzenia swojego potomstwa jest niezwykle trudne. Przede wszystkim dziecko może nie wykazywać oczekiwanych przez bliskich oznak przywiązania. Ważnym jest zrozumienie perspektywy rodzica. Wielu rodziców przez cały okres ciąży nie może doczekać się spotkania ze swoim maleństwem, dlatego dużym cierpieniem okazuje się obserwacja, że dziecko niechętnie odwzajemnie okazywanie bliskości. Dla dorosłych takie zachowanie jest niezrozumiałe i sprawia dużą przykrość.            Wielu badaczy zaobserwowało, że rodzice, a w szczególności matki dzieci z autyzmem są poddawane silnemu stresowi. Stres rodziców dzieci ze spektrum autyzmu nie wynika tylko z zachowań trudnych swojego dziecka, ale również z braku umiejętności wychowania dziecka z autyzmem oraz z niewiedzy na temat tego zaburzenia.
    Ten brak kompetencji w żadnym wypadku nie jest winą rodziców. Nigdy nie powinni być za to obwiniani. Nieustannie podejmowane są próby ustalenia przyczyn zaburzeń autystycznych i przez wiele lat wyłaniane były różnorodne koncepcję o jego podłożach. Do tej pory jednak nie udało określić się spójnej koncepcji, która temat ten przedstawiłaby w chociaż zadowalającym stopniu. Jest to zaburzenie o podłożu neurorozwojowym, którego wystąpienie nie jest łatwe do przesądzenia, stąd też nie możemy obwiniać rodziców za to, że nie przygotowali się do opieki nad takim dzieckiem. Należy również zaznaczyć, że diagnoza nie zostaje wystawiona wraz z przyjściem dziecka na świat, a dopiero po dłuższym okresie, w którym rodzice dodatkowo obarczeni są lękiem o to, co dolega ich dziecku. Zadanie wychowania takiego człowieka jest tym trudniejsze, że opiekunowi bywają obarczani winą za to zaburzenie. Jeszcze w 1998 roku Pisula i Rola przeprowadzili badanie w którym wyniki wykazały, że czynni zawodowo nauczyciele w stopniu 40 % nauczycieli pracujących w szkołach ogólnodostępnych i 28% w szkołach specjalnych uważało, że przyczyną autyzmu jest brak miłości i ciepła ze strony rodziców! Nadziei należy dopatrywać się w okresie, który minął od przeprowadzenia tych badań. Coraz bardziej wzrasta świadomość społeczna i ludzie poszerzają swoją wiedzę na temat tego zaburzenia, co przekłada się na zmniejszenie popularyzacji szkodliwych przekonań na temat braku emocjonalnego ciepła ze strony rodziców dziecka autystycznego. Nie ma bowiem na takie stwierdzenia naukowych dowodów, a dostarczają one dodatkowego obciążenia emocjonalnego rodzicom, którzy poza dużym stresem zmagają się również z obciążeniem fizycznym, związanym z koniecznością sprostania wielu obowiązkom niewystępującym przy opiece nad dziećmi prawidłowo rozwijającymi się.
    Obok licznych codziennych trudności rodzice doświadczają lęku o dziecko i jego przyszłość. Posiadanie świadomości, że opieka nad dzieckiem ze spektrum autyzmu będzie trwać całe życie powoduje paraliżujący strach, który może przynosić więcej trudności w codziennym funkcjonowaniu. Jeżeli dziecko wykazuje nasilenie cech autystycznych pozwalające na jego samodzielność w dorosłym życiu, głowy rodziców zostają wypełnione myślami, czy dziecko na pewno zdoła sobie poradzić z wszystkimi trudnościami oraz czy nie zabraknie miejsc, do których mogłoby się zwrócić o pomoc.
    Problemem okazuje się również samotność rodziców, gdyż niekiedy zamartwiają się oni brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa, które spowodowane jest ,,niechceniem’’ lub brakiem wiedzy. Mnogość obowiązków wynikających z opieki nad dzieckiem często nie pozwala im na wychodzenie z domu w celach rozrywkowych. Jedna z matek zapytana o to, jakiej pomocy oczekuje odpowiedziała ,,By móc odpocząć i się zrelaksować samej. By ktoś pomógł mi w nauce komunikacji”. Zaznaczona została tu kolejna trudność z jaką zmagają się opiekunowie osób autystycznych a mianowicie brak możliwości swobodnej rozmowy czy chociaż zrozumienia najprostszy potrzeb podopiecznych.
    Ogromna ilość obowiązków z jaką zmagają się rodzice autystyków jest niesamowitym wysiłkiem. Jeden z opiekunów zapytany o swoją trudną sytuację napisał tak : ,,Moje dziecko jest pod doskonałą opieką, pomocy potrzebuję ja”. Słowa te dają swoje odzwierciedlenie w badaniach, które pokazują jak bardzo ważne jest udzielenie odpowiedniego wsparcia takim osobom. W 2006 roku w Stanach Zjednoczonych zostały przeprowadzone badania, które potwierdziły, że aż od 40 do 70% opiekunów dzieci ze spektrum autyzmu ma kliniczne objawy depresji.
    Osoby tak ciężko oddające się wychowaniu dzieci, które potrzebują zdecydowanie więcej uwagi, siły, cierpliwości potrzebują rozmowy ze specjalistami, a nawet ich stałej opieki i wsparcia. Odpowiednie osoby mają możliwość wyjaśnienia rodzicom, wielu kwestii między innymi tego, że ich dziecko odtrąca ich bliskość tylko z powodu natężenia wrażeń zmysłowych wysyłanych przez rodziców, które przytłaczają autystyka, a nie ich samych. Specjaliści powinni dzielić się swoją wiedzą i pokazywać jak wdrażać ją w  codzienne życie, ponieważ może ona poprawiać komfort psychiczny rodzica. Całość tego artykułu nie oddaje w pełni problemów z jakimi mierzą się na co dzień opiekunowie osób ze spektrum autyzmu, ale pozwala na docenienie ich codziennych starań i próbę zrozumienia ich sytuacji.

Anita Burdzy

Bibliografia:

  • Pągowska., M. (2010). Psychospołeczna sytuacja rodziny dziecka z autyzmem – etapy adaptacji do niepełnosprawności dziecka. Szkoła Specjalna, 4(255), str. 258-267.
  • Prokopiak., A. (2014). Wychowanie dziecka z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska Lublin – Polonia, XXVII(2), str.51-59.
  • Szmania., L. (2015). Etiologia zaburzeń spektrum autyzmu – przegląd koncepcji. Interdyscyplinarne Konteksty Pedagogiki Specjalnej, 11(2015), str. 93-123.