Blog

Jak rozpoznać manipulację?

Z manipulacjami mamy do czynienia częściej niż nam się wydaje. Sami nawet nieświadomie możemy kogoś manipulować. Czym więc jest manipulacja? Manipulacją nazywamy stosowanie pewnych zachowań i technik podczas rozmowy, aby osoba manipulująca osiągnęła swój cel, często odmienny od drugiej osoby, z którą się komunikuje. Jakich technik używa? Ukrywa swoje prawdziwe pobudki, wpędza rozmówcę w poczucie winy lub w tzw. „kozi róg”, czy wymusza coś na kimś albo zastrasza kogoś. To tylko niektóre z form manipulacji. Manipulacja ma to do siebie, że ciężko ją zauważyć, gdy jesteśmy jej poddawani. Manipulacją może być również sytuacja w związku kiedy przestajemy się do drugiej osoby odzywać do momentu kiedy wykona to, czego oczekujemy. Mówiąc ogólnie manipulacje opierają się na nieszczerości i nieuczciwości. Każdy człowiek prędzej czy później doświadcza manipulacji. Jej wszechobecność i potoczne stosowanie nie pozostawia innego wyjścia niż próba jak najlepszego i najszybszego rozpoznania jej. Im wcześniej uda nam się dostrzec manipulacje, tym mamy większą szansę, że nie zostaniemy wykorzystani lub zrobimy to co było celem manipulatora. 

Poniżej kilka wskazówek, aby nie dać się wplątać w gierki manipulatora: 

1) Bądźmy wyczuleni, czy aby nasz rozmówca wzbudza w nas zaufanie. Bardzo prawdopodobne, że już pierwsze wrażenie będzie pomocne, czy możemy zaufać danej osobie. Jeżeli coś będzie podpowiadać nam, że nasz rozmówca coś ukrywa, dobrze jest utrzymać dystans do takiej osoby. Tym bardziej kiedy ktoś jest nieszczery. Osoba fałszywa dużo łatwiej i szybciej może nas zmanipulować, np. osoba, którą krótko znamy, prosi nas o pożyczkę, jednocześnie nie podaje wiele szczegółów na co ma przeznaczyć pieniądze i nie potrafi konkretnie odpowiedzieć na pytanie, kiedy będzie w stanie zwrócić pieniądze.  

2)  Brak konsekwencji działania. Kiedy ktoś jedno mówi, drugie robi, może mieć jakieś ukryte pobudki, dlatego zachowuje się w określony sposób. Jest to oznaka niespójności, która budzi podejrzenia. Warto skonfrontować taką osobę i obserwować jak zareaguje. Jeśli będzie zaprzeczać  i  tłumaczyć się, nie rokuje to dobrze. Lepiej przyglądać się jej zachowaniom z większą uważnością. Przykładem może być mężczyzna, który od kilku miesięcy obiecuje kochance, że rozwiedzie się z żoną i będą mogli być razem, w rzeczywistości może pragnąć jej tylko do zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych i nie zamierza rozwodzić się z żoną. 

3) Często zdarza się, że ktoś zaczyna się z nami kolegować/przyjaźnić dla konkretnego celu, aby uzyskać określonego profity. Jeśli podejrzewamy o to nowego znajomego, dobrze sprawdzić, czy jest przy nas z powodu zaspokojenia własnych celów, czy również dla naszej osoby, np. kiedy awansujemy na wyższe stanowisko, nagle osoba, która nie do końca okazywała nam swoją sympatię, teraz jest dla nas bardzo miła i pomocna. 

4) Zdarzają się sytuację, kiedy popełniony zły czyn jest usprawiedliwiany czy umniejszamy przez sprawcę. Takie zachowanie kwalifikuje się pod manipulację, ponieważ osoba, która „nabroiła” nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny i próbuje zniwelować jej szkodliwość. Próbuje emocjonalnie wpłynąć na osobę „karzącą” i wywalczyć najmniejszą możliwą karę, bądź też uniknąć jej. Może mieć to również związek z tym, że osoba ta nie chce przyznać się przed samą sobą, że tak postępuje. Wypiera, że coś co robi może być niewłaściwie. Warto zastanowić się jaki był jej rzeczywisty cel. Na przykład mąż usprawiedliwia zdradę jako brak spędzania czasu z żoną i obwinia ją za zaistniałą sytuację.  

5) Może jesteś osobą o dobrym sercu i lubisz pomagać innym. Cóż.. W kwestii podatności na manipulacje zbierasz niestety najwięcej punktów. Wiele osób będzie wykorzystywało Cię do wyręczania w codziennych sytuacjach. Jako, że masz wrodzony wysoki poziom empatii  i dużą chęć pomagania, często możesz ulegać działaniom manipulatora.. Pamiętaj jednak, aby stawiać granice innym i dbać o własną przestrzeń. To, że masz wolny czas, nie znaczy, że masz go przeznaczać na pomoc innym, możesz po prostu poleniuchować i zadbać o siebie. Np. ktoś mówi słowa w stylu “przecież Ty zawsze jesteś taka dobra, proszę Cię o przysługę ostatni raz.” 

6) Uważajmy na osoby, których komplementy zaznaczają się zbyt mocno i słyszymy je, aż “dziwnie” zbyt często. Przyjmowanie miłych słów czy je wyrażanie jest jak najbardziej pożądane i nie ma w tym nic podejrzanego, jednak, jak głosi słynne powiedzenie Pitagorasa “Nic w nadmiarze”. Kiedy zaczynamy w tym wszystkim czuć niesmak warto zachować dystans i zastanowić się z jakiego powodu spotyka nas, aż taka słodycz z ust drugiego człowieka. 

Podsumowując, można by bez końca przytaczać przykłady czy sytuacje, gdzie człowiek może spodziewać się manipulacji. Prawdę mówiąc, ciężko jest od razu i zawsze prawidłowo rozpoznać manipulację. Jeśli wydarzy się coś co wzbudzi naszą podejrzliwość do danej osoby, lepiej delikatnie zdystansować się i obserwować. Jeśli nie zasługują na nasze zaufanie, prędzej czy później udowodnią to swoim zachowaniem. Na ostrożności dobrze jest mieć osoby, przy których czujemy, że nie pokazują nam siebie w całości. Fałsz, nieuczciwość, obłuda, nieszczerość to przymioty ludzi, których należy się wystrzegać, a przynajmniej od razu wyznaczyć własne granice i mieć szeroko otwarte oczy. 

Opracowała: Natalia Weryńska

Co jest w związku ważniejsze miłość czy przyjaźń?

Miłość…. Czymże ona jest? Ile ludzi, tyle odpowiedzi. Każdy widzi ją inaczej, inaczej doświadcza, inaczej tłumaczy. Jedni twierdzą, iż to obezwładniające uczucie, pełne iskier, namiętności, zwrotów akcji. Inni biorą ją za świadomy wybór osoby, z którą chcemy spędzić resztę życia. A co z przyjaźnią? Czy jest jeszcze w tym wszystkim miejsce dla relacji przyjacielskiej? Czy te dwa pojęcia, stany są przeciwieństwem czy dopełnieniem? A może zaczyna się od miłości, a kończy na przyjaźni?

Jakie są składowe miłości? Przyjrzyjmy się etapom zakochania.

Na początku znajomości zwykle mówimy o zauroczeniu. Jakaś cecha lub cechy charakteru, wyglądu, sposobu bycia, zachowania, światopoglądu czy wspólne pasje i hobby sprawiają, że zaczynamy zwracać uwagę na daną  osobę. Co więcej, od razu pojawiają się nam w głowie przyjemne uczucia i bardzo pozytywnie odbieramy tego człowieka. Będąc zainteresowanym, chcemy przebywać częściej razem, poznawać się i obserwować nawzajem. Kiedy wszystko idzie w dobrym kierunku i w dalszym ciągu jesteśmy zainteresowani tą osobą to nasze uczucia są coraz silniejsze i zauroczenie przekształca się w zakochanie.

Tutaj emocje eksplodują. To ten czas, kiedy wystarczy spojrzenie między dwojgiem zakochanym, a oni wiedzą o co chodzi. Porozumiewają się bez słów – a przynajmniej tak sądzą. Świat staje się piękniejszy, problemy przestają istnieć, doświadczamy „motyli w brzuchu” .Podczas tego etapu, zakochani dużo czasu spędzają razem, na wspólnych wyjazdach, randkach, spacerach… Stają się sobie coraz bliżsi i zaczynają snuć plany o wspólnej przyszłości. Podejmują decyzję o budowaniu związku, stają się parą, zamieszkują razem i w ten sposób przechodzą do kolejnego etapu  – związku kompletnego.

Na tym etapie zakochanie może utrzymywać się przez kilka lat, lecz w końcu „motyle odlatują”. Zostajemy sami „my” i zaczynamy patrzeć na siebie bardziej realistycznie. Dostrzegamy wady drugiej osoby, jej przyzwyczajenia, które już nie śmieszą nas, a denerwują. Wymagamy od partnera współpracy, wsparcia, podziału obowiązków i często przeżywamy rozczarowania. Konflikty mogą zacząć się mnożyć w nieoczekiwanym tempie, wzrasta niezadowolenie ze związku i pojawiają się myśli o rozstaniu. Spada satysfakcja ze wzajemnej więzi uczuciowej, spada także poziom namiętności. Jesteśmy w kluczowym momencie związku, jeśli nie zaczniemy współpracować i szukać rozwiązań, jest duże prawdopodobieństwo, iż związek się rozpadnie lub wypali.

Oczywiście związek może się rozpaść formalnie, ale często się tak nie dzieje. Częściej natomiast miłości już nie ma, a więc uczuciowej więzi, ciepła, troski, wsparcia, jest tylko związek na zasadzie: mieszkają razem, ale żyją osobno.Zdarza się, że istnieją małżeństwa, gdzie relacji od jakiegoś czasu już nie ma, mimo to z racji kulturowych czy przyzwyczajenia lub przywiązania partnerzy nie decydują się na rozstanie czy rozwód.

Od momentu pojawienia się problemów jest jeszcze druga droga, mianowicie nawiązanie relacji przyjacielskiej z partnerem/małżonkiem. Co prawda przyjaźń ze swoim wybrankiem można już kształtować od czasu poznawania się, nie mniej jednak wiele par tego nie robi. Naukowo dowiedziono, iż pary, które od początku wypracowały sobie związek na zasadzie nie tylko namiętności, ale też przyjaźni, są szczęśliwszym związkiem. Ich satysfakcja jest większa oraz razem są w stanie przetrwać wiele prób. Taka para traktuje się z szacunkiem, dba o własne zainteresowania. Chemia jest między nimi, lecz jako jeden ze składników ich relacji, a nie na pierwszym miejscu. Jeśli w początkowej fazie znajomości nie zadbaliśmy o przyjaźń, mamy okazję zrobić to właśnie teraz, kiedy już „spadły nam różowe okulary”.

Po przepracowaniu nieporozumień, jesteśmy w stanie przez długie lata, a nawet do końca życia czerpać zadowolenie ze wzajemnej relacji. Pamiętajmy, że przepracowanie raz problemów nie wystarczy, ponieważ będą one pojawiać się dalej w przyszłości, dlatego też walczmy o naszą relację cały czas. Starajmy się być dla siebie wsparciem, otoczmy się czułością i szacunkiem. Przyjaźń w małżeństwie czy stałym związku to piękna więź, która idealnie dopełni miłość.

Wracając do pytania z tematu artykułu można wywnioskować, iż zarówno miłość, jak i przyjaźń są nam  potrzebne, aby stworzyć szczęśliwy związek.

Opracowała Natalia Weryńska

Czym relacja terapeutyczną różni się od przyjaźni?

„Mój terapeuta to taki miły i dobry człowiek. Mogę mu powiedzieć wszystko i zawsze mnie wysłucha. Nigdy nie odtrąca.” Takie słowa można usłyszeć od osób uczęszczających na terapię. Tworzymy z terapeutą relację o specyficznych cechach. Nie jest to przyjaźń, ale może być ona równie mocno ważna i oddziaływująca na nas. W takim razie jaka jest ta relacja? Czym różni się od przyjaźni?

Istnieją pewne różnice pomiędzy relacją terapeutyczną a przyjaźnią.

Terapia to przede wszystkim relacja, w której chodzi o uzdrowienie  klienta. Klient jest w centrum uwagi obu stron, który poprzez szczere rozmowy i pracę nad swoimi doświadczeniami, emocjami, trudnościami   stara się poprawić  jakość swojego życia. Relacja nie jest obustronna. Klient czerpie z relacji więcej niż  terapeuta – relacja ta jest asymetryczna, co oznacza, że trudności i przemyślenia terapeuty nie są przedmiotem spotkań.  Terapeuta pokazuje pewne wzorce zachowań, a klient stara się zmieniać siebie i wdrażać zmiany we własnym życiu.

Przyjaźń z kolei opiera się na wzajemnym, równym zaangażowaniu, które w przeciągu czasu i różnych wydarzeń może się przesuwać w jedną czy drugą stronę, jednak finalnie wraca do obiektywnego środka. W życiu spotykają nas różne sytuacje, które niekiedy sprawiają, że zaangażowanie z naszej strony spada, bo np. mamy nowego małego członka rodziny i zwyczajnie nie mamy czasu na kontynuowanie przyjaźni w takim stopniu jak wcześniej. Wtedy to druga strona jest niejako “zmuszona” do większej aktywności w stosunku do nas, jeśli dalej zależy jej na znajomości. I oczywiście vice versa. Jednak po “gorącym” czasie wracamy do relacji symetrycznej, a więc obustronnie równo zaangażowanej. 

Przyjaciel jest dla nas towarzyszem życia. Powinien mieć swoje zdanie i kiedy uważa, że źle postępujemy dać nam przestrogę. Często mówi się, że „przyjaciel, który w ciągu roku nie zwrócił Ci uwagi, nie jest Twoim prawdziwym przyjacielem”.  

Z kolei relacja z terapeutą jest spotkaniem umawianym, sami wybieramy w kim chcemy współpracować. Sprawdzamy w Internecie, kto jest polecanym psychologiem/terapeutą i tam się udajemy.  W relacji z terapeutą wkładamy świadomy wysiłek w zmianę naszego myślenia,  działania, poprzez pracę nad sobą.

Ponadto za spotkanie z terapeutą uiszczamy określoną opłatę. Usługi zazwyczaj nie są bezpłatne. Traktujemy terapeutę jako narzędzie do zmiany. Tak samo jak używamy młotka, aby przybić gwoździa, tak terapeucie płacimy, aby był podporą do prób zmian naszego życia. Można powiedzieć, iż jest środkiem do naszego celu, a nie celem samym w sobie. Relacja z nim służy nam w osiągnięciu poprawy jakości i zwiększenia satysfakcji z życia.

 
Przyjacielowi natomiast nie płacimy, żeby utrzymywał z nami kontakt. On z własnej woli, bez jakiegokolwiek nacisku otacza nas swoją troską i zainteresowaniem. Z różnych powodów los złączył nasze drogi z drugą osobą i po prostu polubiliśmy się. Często też przyjaźnimy się z osobami, które są podobne do nas, mają te same cechy charakteru, podobne zainteresowania czy hobby.

Relacja terapeutyczna to relacja wytworzona na potrzeby pracy klienta. Terapeuta wykonując swoją pracę stara się nawiązać taką relację z klientem, aby mógł on w poczuciu bezpieczeństwa pracować nad swoimi trudnościami.

Przyjaźń trwa często przez długie lata, a czasami nawet przez całe życie. Niektórych  naszych przyjaciół poznajemy jeszcze w szkole i to właśnie z nimi utrzymujemy kontakt podczas dorosłego życia. Spotykamy się w różnych miejscach, zapraszamy ich na rodzinne przyjęcia, uroczystości, zapoznajemy ich z naszym otoczeniem.

Natomiast relacja z terapeutą jest na określony czas. Czasami nasze trudności są na tyle poważne, że wymagają dłuższej współpracy, która  może sięgnąć kilku lat. Często terapia trwa  kilka lub kilkanaście miesięcy i po tym czasie rozstajemy się z terapeutą.  Terapeuta wykonał swoje zadanie i pomagał nam przez czas terapii w naszej zmianie, lecz kiedy cel terapii został osiągnięty, następuje jej koniec. 

Terapeuta nie zostaje wprowadzony w nasze otoczenie. Co prawda na potrzeby terapii opowiadamy o swojej rodzinie, przyjaciołach, znajomych. Jednak nie poznajemy ich z tymi osobami, chyba, że terapia dotyczy całej rodziny, wtedy na spotkania zapraszani są małżonkowie/partnerzy i dzieci. 

Powyżej zostały przedstawione różnice pomiędzy relacją przyjacielską a terapią. Bez dwóch zdań, różnic jest wiele. Warto jednak pamiętać, że każda relacja pozostawia ślad w naszym sercu i wzbogaca naszą osobowość. Nieważne czy trwa ona rok czy całe życie. 

Podsumowaniem mogą być słowa Kai Kowalewskiej: “Każde spotkanie coś wnosi. Ludzi poznajemy po to, aby się czegoś nauczyć: czułości, siły, wzruszenia. Aby dostać w twarz i wyciągnąć wnioski. Każdy człowiek staje na naszej drodze po coś. Jest lekcją, przestrogą, komunikatem albo najpiękniejszym prezentem od losu.”

Opracowała Natalia Weryńska

Dlaczego boimy się zmiany?

Ciągłość zmian jest wpisana w ludzkie życie. Bez zmian nie ma rozwoju. Mimo, iż są one pożądane z psychologicznego i rozwojowego punktu widzenia,  to mogą u człowieka budzić  strach, obawę i niepewność. Dlaczego boimy się zmiany? Zmiana oznacza przejście z tego, co było, w coś nowego, nieznanego. Jest to dla nas pewnego rodzaju nowość. Co dokładnie podczas zmiany może budzić naszą niepewność? Wpływ na to może mieć:

  1. Utrata stabilności i poczucia bezpieczeństwa. 

Gdy następuje zmiana w naszym życiu, często czujemy jakbyśmy „tracili grunt pod nogami”. Tracimy pewność siebie. Czujemy jakbyśmy coś stracili. Dłuższy czas utraty stabilności wywołuje w nas niepokój. Pragniemy desperacko wyjść z takiej sytuacji. 

  1. Niepewność jutra. 

Czas zmian powoduje, iż nie wiemy jak potoczy się nasze życie. Patrzymy niepewnie w przyszłość. Wiąże się to także z niepewnością finansową, następnie rośnie frustracja i rodzą się konflikty.

  1. Nowe wyzwania przed nami.

Zmiana wymusza podjęcie wyzwań, decyzji, które nierzadko stawiają nas w nowej sytuacji. Potrzeba nam energii oraz samozaparcia, aby brnąć w nieznane. To z kolei zmniejsza naszą efektywność przy codziennych obowiązkach i niezmiernie szybko pojawiają się nieporozumienia. 

  1. Chęć zatrzymania tego co było 

Jak desperacko i usilnie trzymamy się tego co było, wiemy my sami. „Niby, to co mieliśmy, nie było idealne, ale po co zmieniać, jeszcze zmieni się na gorsze”. Takie słowa wypowiadane są „jak mantra”. Trudno nam się zmieniać, ponieważ zmiany niosą za sobą coś czego nie znamy. Mamy prawo się tego obawiać.

Czy zmiana musi oznaczać coś złego, gorszego? 

Przejście ze starego na nowe, nie zawsze oznacza pogorszenie. Gdyby tak było, rewolucja przemysłowa stałaby się fiaskiem. Wszyscy jednak zgodnie uznają, iż dało to początek nowej rzeczywistości. Zastąpienie ręcznych przędzy przez maszyny parowe to tylko jeden z przykładów zmian jakie dokonały się i dokonują nadal od ogromnego przełomu nazwanego rewolucją przemysłową. Czy ludzie nie bali się tych zmian? Owszem. Obawiali się, iż maszyny zajmą pracę ludzi. Natomiast patrząc z innej perspektywy, nie mielibyśmy dzisiaj tylu udogodnień technicznych, informatycznych. Nasze społeczeństwo stałoby w miejscu, gdyby nie wynalazki, a więc rzeczy nowe, do których wiele osób podchodziło z rezerwą czy nawet odrzucało je jako nic nie warte. 

Tak samo jest w życiu. Zmiany były, są i będą. Nie jesteśmy w stanie tego zmienić czy uniknąć. Przypomina nam o tym biologia. Nasze ciała się zmieniają, nasza skóra zaczyna się marszczyć, nasze włosy siwieć, nasze siły niknąć, nasze zdrowie blaknąć… Jest coś jeszcze, to MY mamy wpływ jak będziemy reagować na zmiany w naszym życiu. My decydujemy, czy będziemy tkwić w niezadowoleniu i rozczarowaniu w stosunku do otaczającej nas rzeczywistości, czy zdobędziemy się na  akceptację na zmiany, na ruch. Zapytaj się siebie, czy masz w sobie akceptację na zmiany w Twoim życiu, które niekoniecznie będą po Twojej myśli. 

Patrząc wstecz na własne życie, niejedna osoba śmiało mogłaby przyznać, że zmiana jaka ją spotkała przyniosła więcej dobrego, niż się spodziewała. Tak się często dzieje. Lęk przed zmianą tak naprawdę oddziela nas od, być może, lepszej rzeczywistości. Skoro nie unikniesz zmian, może przyjmiesz je jako nadzieja na lepsze jutro?

Opracowała: Natalia Weryńska

Jak mówić o tym co jest dla nas trudne?

Nie dam rady jej tego wyznać. Nie przejdzie mi to przez gardło!” Wszystko co płynie prosto z serca trudno przekazać. Dlaczego? Ponieważ poprzez wyznania odsłaniamy samych siebie. Chcemy pokazać innym co czujemy i jacy jesteśmy, jednak czegoś się obawiamy. Strach może brać się stąd, iż boimy się czy zostaniemy zaakceptowani przez innych, takimi jakimi jesteśmy. Zdzieramy maskę i pokazujemy swoją bardziej intymną stronę . Trudność w komunikowaniu własnego wnętrza to kwestia także inności nas ludzi, jako pojedynczych jednostek. Człowiek pragnie zaznaczać swoją indywidualność i jednocześnie uzyskać akceptację otoczenia tej inności. Trudność polega na tym, że odsłanianie własnego wnętrza pokaże innym jak różnimy się od siebie. Człowiek chciałby pokazywać tą inność, lecz jednocześnie boi się, że zostanie niezaakceptowany przez otoczenie.  

Jak zatem mówić o tym co dla nas trudne?

1)      Zadbaj o otoczenie w jakim zamierzasz otwierać się przed drugą osobą. Może to być miejsce publiczne jak np. restauracja lub rynek w mieście, jeśli obecność innych nie będzie dla Ciebie krępująca. Jeśli wolisz rozmowę w cztery oczy, dobrym pomysłem może być dom, mieszkanie, o ile nie będzie innych domowników. Kolejną propozycją może być spacer. Dzięki świeżemu powietrzu dużo łatwiej pozbierać myśli i je wyrazić w komunikatywny sposób.Najważniejsze jest wybranie miejsca, w którym po prostu – będziesz czuć się komfortowo i bezpiecznie.

2)      Sprawdź jaki humor ma Twój rozmówca. Jeśli np. Twoja dziewczyna/chłopak miała dzisiaj kiepski dzień w pracy i odkąd wróciła jest nadąsana i kapryśna, warto przełożyć rozmowę na inną okazję. Kiedy Twój rozmówca jest w złym nastroju, bardzo prawdopodobne, że Twoje wyznanie, zwłaszcza trudne, odbierze jako gorszą wiadomość, niż w rzeczywistości jest. Dlatego też zaczynanie rozmowy w sytuacji nieprzychylnej może być  złym posunięciem. Z drugiej strony istnieją sytuacje, kiedy należy wyrazić własne zdanie niezależnie od humoru drugiej osoby. Nie zawsze odkładanie na później jest dobrym pomysłem. Potrzeba pewnego wyczucia, aby wiedzieć kiedy rozmawiać od razu, a kiedy odczekać.  

3)      Jeśli chcesz porozmawiać o trudnych sprawach nie umniejszaj, ani nie powiększaj problemu. Bądź uczciwy wobec siebie i swojego rozmówcy. Przedstaw problem rzeczowo i powiedz jak się z tym czujesz. Lepiej powiedzieć wszystko tak, jak jest i przyjąć odpowiedzialność za konsekwencje tej rozmowy. Dużo ważniejsze jest życie w prawdzie, niż udawanie i skrywanie się za strachem.

4)      Daj swojemu rozmówcy swobodę i zrozumienie. Niech spokojnie przyjmie komunikaty i poczekaj na odpowiedź zwrotną. Nie naciskaj, lecz cierpliwie trwaj. Niekiedy osoba, która usłyszy coś bardzo bolesnego, nie chce kontynuować rozmowy. Wtedy nie żądaj uparcie informacji zwrotnej. Twój rozmówca może potrzebować czasu, aby poukładać sobie myśli i kiedy będzie na to gotowy wróci do rozmowy.

Komunikowanie spraw trudnych, bolesnych, kłopotliwych jest zawsze nieprzyjemną sytuacją. Często musimy przyznać się do błędu i okazać skruchę, innym razem przekazać trudną informację np. o śmierci bliskiej osoby.  Potrzeba odwagi, aby odkryć siebie i otworzyć się na drugą osobę. Powiedzmy sobie szczerze, łatwe to nie jest.  Jednak jeśli zależy nam na prawdzie i relacji z daną osobą, naprawdę warto się zmobilizować i wyznać co leży nam na sercu. Zachętą niech będą słowa: „ czasami najlepiej jest coś z siebie wyrzucić, aby móc poukładać to od nowa.”

Opracowała: Natalia Weryńska

Przekazy generacyjne – co to jest i jak sobie z nimi radzić?

Określenia „przekazy generacyjne” używamy, aby nazwać pewne schematy myślowe i zachowania, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Często w mowie potocznej mówimy o rzeczy, która jest „z babci, prababci”, takim samym określeniem można ująć nasze myśli i zachowania. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele schematów postępowania powtarza się w danej rodzinie na przestrzeni wieków. Jeśli są to zasoby, które motywują do kreatywności, samodzielności i otwartości na świat, możemy nazwać się szczęściarzami.

Po części jesteśmy indywidualistami, po części przejmujemy pewne zachowania od innych ludzi. Środowisko w jakim dorastamy, wychowanie oraz geny mają ogromy wpływ na naszą osobowość, to jakimi jesteśmy, jako dorośli bierze się właśnie głównie z tych trzech obszarów. Często w dzieciństwie od dziadków słyszeliśmy „Ależ jesteś podobna do swojej mamy. Masz taki sam wyraz twarzy.” Nie jest tajemnicą, że dziedziczymy nie tylko cechy wyglądu, lecz również cechy osobowości. Na przekazy generacyjne składają się pewne schematy zachowania czy myślenia właśnie dzięki genom, ale także wychowaniu. Np. matka, która będzie żyła w ciągłym lęku przed światem, wychowując swoje dziecko bardzo możliwe, iż taki sam wzorzec zachowania przekaże swojemu dziecku. Dziecko dorasta i nie jest nawet świadome, jakie schematy otrzymało. Ma także postawę lękową w stosunku do świata i tak może przeżyć  całe życie, jeśli ta postawa nie okaże się na tyle ciężka, aby postarać się zmienić te wyuczone style zachowań.

Czasami zdarza się, że matka, która jest stale niezadowolona z życia, melancholijna, bierna i zimna emocjonalnie wychowuje dziecko, które w drodze dziedziczenia otrzymało wiele cech z ekstrawertyka, a więc towarzyskość, otwartość na ludzi, spontaniczność. Takie dziecko z wychowania otrzyma wzorce, które będą całkowicie sprzeczne z jego prawdziwą osobowością. Na czas kiedy będzie małe, przyjmie prawdopodobnie te schematy, lecz sprawa zacznie się komplikować w okresie dojrzewania. Jeśli dziecko będzie miało wysoki poziom świadomość będzie w stanie samo zauważyć, iż ma w sobie tak jakby dwie osoby w jednym ciele. Jeśli poziom świadomości nie będzie wysoki, młody człowiek będzie czuł się zdezorientowany i skołowany, ale nie będzie wiedział dlaczego. Może wtedy próbować ekstremalnych doświadczeń, aby w końcu dowiedzieć się kim, tak naprawdę jest. W takiej sytuacji warto udać się do specjalisty, aby pomógł znaleźć problem. Stan niewykształconej tożsamości może być bardzo bolesnym doświadczeniem dla młodej osoby. Jednak jest wiele osób, które nie idą do specjalisty, nie zastanawiają się dlaczego czują, że wewnątrz ich jest coś nie tak. Żyją dalej, ignorując ból. Prędzej czy później miarka się przebierze i następuje wybuch, który wywołuje kryzys wewnętrzny.

Istnieją rodziny, gdzie wyraźnie widać, jak pewne sposoby zachowań przenoszone są z pokolenia na pokolenie. Prosty przykład i bardzo powszechny, mianowicie, spożywanie alkoholu, jako środka służącego do obniżenia stresu. Dlaczego tak często widzimy ojca, który nadużywa alkoholu, a następnie syn, który wcześniej często zarzekał się, że nie będzie taki jak ojciec, jest zupełnie identyczny? To jest jakby samospełniająca się wyrocznia. Ale dość z czarami, przenieśmy to na grunt psychologiczny. Sprawa ma się następująco, ojciec jako sposób radzenia sobie z napięciem wewnętrznym pokazywał tylko, że potrafi się napić i to mu pomagało, stres się zmniejszał, krzyki ustawały, było przyjemniej. Temu wszystkiemu przypatrywał się mały syn, który zakodował sobie, że to jest dobry sposób na „nerwy”. Kiedy już jako dorosły doświadczał dużego stresu, bardzo możliwe, że automatycznie chwycił za butelkę, co z kolei, przy dłuższym stosowaniu, stało się jego nawykiem.

Wiele jest takich destruktywnych zachowań, które robimy, jednocześnie nawet nie zdając sobie sprawy, dlaczego postępujemy tak, a nie inaczej. Ale uwaga, jeśli widzimy, że nasze zachowania czy myśli niszczą nas, a my nie mamy świadomości dlaczego tak robimy, bardzo często oznacza, że od kogoś wzięliśmy sobie dany sposób reagowania czy myślenia. Np. młoda, atrakcyjna kobieta ciągle znajduje w sobie jakieś niedoskonałości ciała i czuje się z tym fatalnie. Mimo, że wiele osób mówi jej, że jest piękna, ona uważa inaczej. Dlaczego jej subiektywna ocena jest tak różna od obiektywnej oceny wielu ludzi? Jedną z przyczyn może być jej surowa matka, która jej nigdy nie pochwaliła, a wręcz przeciwnie, dostawała od niej bardzo niemiłe komentarze, które ją raniły przez wiele lat. Trwało to tak długo, iż to co mówiła jej matka, stało się dla niej jedyną prawdą. Co ciekawe jej babcia też była surową i powściągliwą w komplementach kobietą. Bardzo możliwe, że obie, babka i matka, przeniosły schemat zaniżonego poczucia własnej wartości, który jeśli córka nie przerwie, możliwe, że zostanie przekazany dalej.

Przekazy generacyjne same w sobie nie są złe. Jest to nazwa pewnego zjawiska psychologicznego zachodzącego na przełomie wielu lat. Naszą uwagę powinny zwrócić te destrukcyjnie działające na nasze życie.

Jeśli czujemy, iż nasze życie nie układa się tak, jak byśmy tego chcieli i mamy wrażenie, że ciągle spotyka nas to samo, jakbyśmy kręcili w błędnym kole, może warto udać się do psychologa lub psychoterapeuty na konsultację. Osoba z zewnątrz będzie mogła w bardziej obiektywny sposób spojrzeć na nasze życie i ocenić, czy rzeczywiście ciążą na nas jakieś destrukcyjne przekazy pokoleniowe. Co więcej psycholog czy psychoterapeuta to profesjonaliści, którzy wiedzą jak szukać powiązań naszego zachowania z naszymi rodzicami czy dziadkami i mogą pomóc nam wyłonić niszczące schematy. Czasami wiemy, że coś jest z nami nie tak, lecz brak pewnego wglądu w siebie oraz brak dystansu stanowią problem, aby zidentyfikować błędne schematy. Systematyczna praca terapeutyczna jest w stanie poczynić wiele zmian z naszym postrzeganiu rzeczywistości, a być może będzie to wystarczające do zmiany życia.

Warto także stosować świadomą pracę nad samym sobą. Na rynku dostępnych jest wiele pozycji książkowych odwołujących się do autoterapii i refleksji nad własnym życiem. Inną opcją może być szereg podcastów, postów czy blogów poświęconych psychologii. Ważne, aby szukać czegoś dla siebie, zwłaszcza jeśli czujemy się skołowani i nie rozumiemy samych siebie. Pamiętajmy jednak, iż w razie jakichkolwiek problemów, które nas przerastają lepiej zwrócić się do profesjonalistów.

Przekazy generacyjne mogą „generować” wiele utrudnień w naszym życiu, jednak nie muszą nas kreować. Należy być świadomym pewnych mechanizmów, które mogą mieć wpływ na nasze decyzje czy zachowanie i starać się niwelować te destrukcyjne. To my bądźmy kowalami los i walczmy o siebie, o lepsze jutro…

Opracowała: Natalia Weryńska

Zdrada – objaw czy skutek?

Zdrada… Myślę, że nie trzeba tłumaczyć czym ona jest. Jej gorzki smak zna każdy, kto jej doświadczył. Życie traci sens, kolory bledną, melodie, które wcześniej unosiły nas nad ziemią, teraz jeszcze bardziej dobijają. W związku często nie myślimy o zdradzie, lecz kiedy dotyka nas, to czujemy, że tracimy grunt pod nogami. „Między nami wszystko było w porządku”, „myślałam, że mamy swój najlepszy czas, a tutaj taki cios”. Dopiero po fakcie zdajemy sobie sprawę, iż nie było tak kolorowo jak myśleliśmy. Zastanawiamy się co poszło nie tak. „Gdzie zawiniłam/zawiniłem?”. Zaczynamy się obwiniać o przeróżne kwestie, często związane z niewystarczającą ilością spędzanego wspólnie czasu i zaangażowaniem jaki się poświęcało relacji. Zdarzają się osoby gotowe wybaczyć i spróbować na nowo, inni chcą jak najszybciej zakończyć relacje. 

Zatem zdrada to objaw czy skutek problemów w relacji? Przyjrzyjmy się przykładowej historii.

Mamy małżeństwo z trzyletnim stażem. Oboje byli bardzo zakochani jako para. Ona pochodzi z rodziny, głęboko związanej z tradycjami, dla której rodzina to świętość i przypisują jej największą wartość. On już nie jest takim tradycjonalistą, jednak zgadza się, że rodzina jest najważniejsza. Mimo początkowego zrozumienia i zaangażowania w budowaniu relacji małżeńskiej obu stron, narodziny dziecka wiele zmieniły. Potrzeba stałej opieki nad nowym członkiem rodziny oddaliła emocjonalnie małżonków. Ona udała się na urlop macierzyński. On pracował dalej, jednak po pewnym czasie musiał zmienić firmę i trafił do korporacji, gdzie szybko złapał wspólny język z współpracownikami, a w szczególności z młodą, atrakcyjną rozwódką. Z racji powtarzających się kłótni z żoną, coraz bardziej wtajemniczał swoją koleżankę z sprawy osobiste. Bardzo ją lubił i dobrze się rozumieli, jednak nie chciał niczego więcej. Wystarczał mu wspólnie spędzony czas i rozmowy. Z czasem coraz bardziej oddalał się od żony. Podczas wyjazdu służbowego, kiedy pokłócił się z żoną przez telefon, zdradził ją z koleżanką z pracy. Sami nie dowierzał, że tego dokonał. Było mu bardzo wstyd i jak tylko wrócił do domu wyznał żonie, że dopuścił się zdrady. Żona była w szoku. Początkowo chciała się rozwieść, lecz przeprosiny męża i zapewnienia, że to się nie powtórzy sprawiły, iż postanowiła dać mu drugą szansę. Razem poszli na terapię małżeńską.

Dalsza część historii jest nieistotna, ponieważ my skupiamy się jaką rolę pełni zdrada w relacji, objawu czy skutku?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z jednej strony zdrada w powyższej historii była objawem problemów pojawiających się pomiędzy małżonkami. Brak rozmów i emocjonalne oddalenie się od siebie spowodowało chłód pomiędzy małżonkami, a w rezultacie szukanie przez męża zrozumienia i wsparcia u innej kobiety. Oczywiście nie rzecz w tym, aby usprawiedliwiać zdradę, lecz wina zawsze leży pośrodku. W jakimś stopniu zawiniła żona i w jakimś mąż. Zdrada była jednym z objawów ich coraz uboższej pod względem jakościowym relacji. Na szczęście razem udali się na terapię, która pomoże im odbudować związek.

Natomiast z drugiej strony zdrada może być odebrana jako skutek kulejącej relacji. Brak bliskości przez dłuższy czas doprowadził do zdrady. Pokazuje ona, że już od dawna nie układało się pomiędzy małżonkami. Punktem kulminacyjnym całego napięcia, nieporozumień była zatem niewierność męża. Każda kłótnia była niczym cegiełka budująca mur pomiędzy żoną i mężem. Zdrada może oznaczać, choć nie w tej historii, koniec jakieś relacji. Nie zawsze dwoje ludzi dochodzi do wniosku, że chce spróbować jeszcze raz.

Jak widać, nie jest łatwo jednoznacznie określić czy zdrada jest objawem czy skutkiem problemów w relacji. Dużo zależy od interpretacji danej historii. Pewne jest, iż zdrada niesie wiele spustoszenia i cierpienia. Dla jednych jest bolesnym przebudzeniem i mobilizacją do walki o relację, dla drugich definitywnym jej końcem.

Opracowała: Natalia Weryńska

Pokolenie narcyzów – przesada czy nowa rzeczywistość?

Któż nie pamięta mitu o Narcyzie z mitologii greckiej omawianego podczas lekcji języka polskiego?

Narcyz był pięknym młodzieńcem, którego uwielbiały wszystkie nimfy, a w szczególności Echo. Niestety Narcyz odrzucił uczucia Echo, która w zemście sprawiła, iż zakochał się on we własnym odbiciu. Młody chłopak, kiedy pewnego dnia zobaczył swoje odbicie w tafli wody, tak bardzo się sobą zachwycił, że zakochał się w sobie i nie chciał odchodzić od źródła. W konsekwencji umarł z tęsknoty za sobą, tam, gdzie tkwił przy swoim odbiciu. Stąd pochodzi określenie „narcyza” jako osoby przesadnie zapatrzonej w siebie i swoje zalety, nie empatycznej, dążącej do zaspokojenia wyłącznie własnych potrzeb. W dzisiejszych czasach obserwujemy coraz więcej sytuacji, gdzie wygrywa egoizm. Ludzi często interesują ich własne sprawy i niechętnie dzielą się z innymi. Szczególnie u młodzieży obserwowane są zachowania świadczące o dążeniu do własnych potrzeb, które często wiążą się tylko z wymiarem materialnym. Zainteresowanie wartościami altruistycznymi nie jest modne wśród młodych osób, wolą oni wieść życie pełne zabaw i rozrywek, a to przecież oni będą kształtować przyszłą rzeczywistość, zatem czy jako dorosłe osoby nie powinniśmy interweniować?

Czy obecnie obserwujemy pokolenie samych narcyzów?

Aktualnie istnieje spora grupa młodzieży, której wartości coraz częściej przeczą duchowi solidarności czy budowaniu wspólnego dobra. Brakuje im empatii do innych ludzi. Skupiają się wyłącznie na sobie i trudno wpoić im ducha wspólnej odpowiedzialności za skupieniem się na wartościach wypływających z miłości do innych. Dlaczego? Po części winne są czasy w jakich dzisiejsza młodzież dorasta. Kultura konsumpcjonizmu zagościła na dobre w naszych czasach i za główny cel obrała sobie posiadanie wszelkiego rodzaju dóbr, jako środek do szczęścia. Bardzo trudno przeciwstawiać się prądom, które mocno wpisały się w światopogląd otoczenia. Potrzeba i chęć posiadania powoduje, iż człowiek szukający przyjemności, odwraca się od innych i skupia się na samotnym dążeniu do dóbr materialnych.

Co może mieć na to wpływ?

Rozwój technologiczny i powszechny dostęp do telefonów, laptopów i Internetu sprawiły, iż zabawy na dworze zastąpione zostały oglądaniem niekończących się kreskówek. Dzieci zamiast uczyć się nawiązywać relacje, spędzają czas na „serfowaniu” w Internecie. W konsekwencji następuje alienacja społeczna, która w żaden sposób nie zachęca do postawy altruistycznej.

Rodzice mają swój wkład w wychowanie dzieci, a więc mają wpływ na przekazywany wzorzec zachowania. Jeśli ważne są dla nich tylko ich własne potrzeby, uczą tego samego własne dzieci. Dzieci, jako świetni obserwatorzy i naśladowcy bardzo szybko przejmują wzorce rodziców. Niezaspokojone emocjonalne potrzeby dzieci skłaniają ich w dorosłym życiu do postaw narcystycznych. Warto przypominać sobie, że to my dorośli jesteśmy odpowiedzialni, jakie wartości przekażemy przyszłym pokoleniom.

Młodzież sama w sobie nie jest zła, lecz brakuje ludzi, którzy wskazaliby drogi, jakimi mogliby podążać. Mówi się, że mamy kryzys wartości. Poniekąd to prawda. Z drugiej strony kryzysy zawsze były i będą, ważne, aby pouczać i pobudzać myślenie młodych osób. Jest w nich ogromny potencjał, jednak zagrożony zmarnowaniem. Brak autorytetów niesie zbyt wiele niebezpieczeństw, kiedy pojawiają się tzw. „ludzie na topie” – celebryci, których nie interesuje podążanie za wartościami wyższymi.

Jak można to zmienić?

Istotne, aby człowiek uświadomił sobie, iż nie jest on centrum świata. Tak, posiada pewien niepowtarzalny indywidualizm, jednak żyje w społeczeństwie, w otoczeniu innych. Bez ludzi współtowarzyszących traci cały swój sens egzystencjalny. Swego czasu został przeprowadzony przerażający eksperyment, który polegał na zaprzestaniu, wobec noworodków, rozmów czy jakiegokolwiek innego kontaktu za wyjątkiem zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Okazało się po krótkim czasie, że dzieci, które nie dostawały żadnego komunikatu z otoczenia, umierały. Koszmarny eksperyment pokazuje jak bardzo więź z otoczeniem jest ważna dla człowieka.

Na szczęście stale spotkać można wiele ludzi, którzy propagują wartości będące opozycją  narcyzmu. W ostatnim czasie wzrasta świadomość Polaków i coraz chętniej poszukują wiedzy, która kształtuje ich większą otwartość na drugiego człowieka. Często postawy narcystyczne wywodzą się z lęku przed otoczeniem oraz niewiedzy, iż życie razem we wspólnocie i wzajemna troska nie są oznaką słabości, a miłości. Istnieje wiele kursów czy szkoleń, które pomagają odkrywać prawdziwe szczęście.

Wydaje się, że największym wyzwaniem jest rozpowszechnianie edukacji na tematy egzystencjalne, które wskazywałyby na wartości nieprzemijające, dla których warto poświecić życie. Mimo deficytu autorytetów, młodzi ludzie zainteresowani podążaniem drogą naprzeciw sławy i bogactwa, w końcu znajdują osoby, którzy udowadniają swoim życiem, iż dzielenie się z drugim nie musi wiązać się z życiem nudnym i zacofanym. Ich przykład jest niczym drogowskaz, w jakim kierunku podążać, aby w pełni rozwinąć własne człowieczeństwo, które jest zaprzeczeniem narcyzmu. Wiele świętych ludzi pokazało, iż życie według zasad moralnych wiąże się z pięknym i pełnym przeżywaniem, pomijając religijne względy, które nieodzownie się z tym łączą.

Czy aktualnie jesteśmy świadkami pokolenia narcyzów?

Cóż, trudno jednoznacznie określić. Zawsze były obecne dwie grupy ludzi, które zajmowały skrajne stanowiska, a więc czyści narcyzi oraz altruistyczne jednostki. Głównym wysiłkiem należy obrać staranie, aby edukować młode osoby o wartościach i jakie skutki powoduje życie według nich. Wszystko powinno być naznaczone wolnością i miłością do młodzieży. Są oni, jak nieoszlifowane diamenty, które poddane odpowiedniej obróbce okażą się bezcennymi brylantami. Na obróbkę składają się cierpliwość, miłość, rozmowa i przykład. To my dorośli jesteśmy odpowiedzialni za pomyślny proces szlifowania.

Opracowała: Natalia Weryńska

Czy wewnętrzny kryzys może być dobry?

Kryzys – stan pewnego rozłamu, załamania. Stan, którego towarzyszące emocje oscylują od smutku, niepokoju do paniki, rozpaczy. Niekiedy trwa krótko, kilka dni, innym razem ciągnie się latami. Odczuwamy go jako ciężar na sercu, który nie znika. Jego poziom natężenia często nie zmienia się przez dłuższy czas, po prostu jest. Czasami dochodzimy do punktu kulminacyjnego i czujemy jak powoli „rana” zaczyna się goić. Każdy chce go unikać, jednak nikomu się to nie udaje. Z praktycznego punktu widzenia lepiej zaakceptować możliwość kryzysu i spróbować wyciągnąć lekcje, jakie nam niesie. Ale czy wewnętrzny kryzys może być dobry?

Część osób powie, że absolutnie nie. Nikt przecież nie uważa cierpienia za pożądany stan. Ludzie patrzą na cierpiących ze współczuciem. Życzą im, aby jak najszybciej poczuli się lepiej. Jednak spójrzmy na stan wewnętrznego kryzysu jako na stan, który w dłuższej perspektywie może okazać się pozytywny, ba, nawet zbawienny.

Kiedy doświadczamy cierpienia , chcąc nie chcąc, zwalniamy. Wewnętrzny ból nie pozwala nam w pełni cieszyć się teraźniejszością. Coś nas gryzie od środka. Przeznaczamy wtedy więcej czasu na przemyślenia naszego życia, przyczyny i wreszcie jakie skutki wywoła u nas. Mamy czas, aby zastanowić się, co kryzys „chce nam powiedzieć”. Może obniżony nastrój, brak energii i ciągła chandra jest wynikiem znajdowania się w miejscu, w którym wcale nie chcemy być. Np. może wcale nie czujemy satysfakcji z naszej pracy, naszych znajomych, naszego życia. Dużo jest tych „może”, ale jeśli wewnątrz siebie czujemy, że coś jest nie tak, nie warto tego bagatelizować, to samo się nie naprawi. Często to nasze głęboko skrywane „ja” krzyczy, że dusi się w życiu jakie wiedziemy.

Kryzys to także okazja do wyciągnięcia lekcji na przyszłość. Kiedy kryzys spowodowany jest chorobą lub śmiercią bliskiej osoby, zmusza nas do nauczenia się życia w innych realiach. Doświadczenie wewnętrznej pustki jest impulsem do reorganizacji aktualnego stanu rzeczy. Patrzymy do przodu już z innej perspektywy, z kolejnym bagażem doświadczeń. Nierzadko wewnętrzny kryzys popycha nas ku zupełnie nowym, innym pomysłom, wyzwaniom, decyzjom, których nie podjęlibyśmy się wcześniej.

Ból w naszym wnętrzu może przyczynić się do „oczyszczenia” . Cierpienie odciska niezmywalne piętno, które dobrze przepracowane może pomóc nam stać się lepszymi ludźmi. Wewnętrzny ból niekiedy sprawia, że mamy dość udawania, dość grania, chcemy ściągnąć maskę. Nie zważamy na lęk przed brakiem akceptacji otoczenia, po prostu nie mamy już siły na udawanie kogoś, kim nie jesteśmy. W konsekwencji bardziej zbliżamy się do prawdziwego „ja”.

Na koniec warto dodać, iż każdy kryzys należy przepracować. Do tego potrzebujemy czasu, raz więcej, raz mniej. Dajmy sobie go tyle, ile będzie wystarczająco. Jeśli trudno samemu trwać w tym bólu, można skontaktować się z psychologiem lub psychoterapeutą, którzy będą naszym wsparciem. Najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić w trakcie trwania kryzysu to pogłębiać się w nim jeszcze bardziej i nie szukać pomocy u innych. Nie zawsze poradzimy sobie sami, czasami będziemy potrzebować drugiego człowieka. Choć wewnętrzne cierpienia są trudne i uciążliwe, pamiętajmy, iż w dłuższej perspektywie mogą przynieść owoc obfity.

Opracowała: Natalia Weryńska

Starość nie taka straszna jak ją malują

Patrząc na obecny świat telewizji czy mediów społecznościowych, wydaje się że nie ma w nim miejsca na starość – nie ma miejsca na siwe włosy, na zmarszczki. Mówi się o tzw. kulcie młodości, czasem nawet o syndromie Doriana Gray’a, który opisuje przypadki, gdy ludzie – podobnie jak bohater książki Oscara Wilde’a, są przerażeni wizją starości i na różne sposoby starają się zatrzymać czas i oszukać metrykę, nie biorąc pod uwagę tego, że każdy etap w życiu człowieka jest ważny i potrzebny. A warto podkreślić, że okres starości może trwać nawet 20-30 lat – to duża część naszego życia, dlatego powinniśmy zadbać o to, żeby dobrze się do tego czasu przygotować i zaakceptować go jeszcze zanim nadejdzie.

Jest wiele rodzajów wychowania, o których słyszał każdy – fizyczne, moralno- społeczne, do życia w rodzinie itp. Ale jak wielu z nas słyszało o wychowaniu do starości? Według Aleksandra Kamińskiego, wychowanie do starości polega na pomaganiu ludziom w nabywaniu zainteresowań, umiejętności i przyzwyczajeń, które uskuteczniają ich efektywne wejście w okres starości i emerytury. Pierwszym i najważniejszym elementem przygotowania się do tego okresu jest zgoda na własną starość, a dopiero potem praca nad sobą.

Jedną z podstawowych zmian życiowych okresu starości jest emerytura. Bo choć często słyszymy albo mówimy – „Na emeryturze wreszcie sobie odpocznę”, to jednak, gdy następuje wreszcie ten moment okazuje się, że człowiek potrzebuje pracy. Jeśli nie ma możliwości pracy w swoim zawodzie, warto pomyśleć o zawodzie zastępczym, może bardziej dostosowanym do naszych sił i możliwości. Innym rozwiązaniem są prace amatorskie, jak choćby uprawa własnego ogródka. Za pracę można także uznać różne rodzaje pomocy sąsiedzkiej lub rodzinnej, np. opiekowanie się wnukami. Aby dobrze przygotować się do czasu emerytury, należy już w okresie dorosłości pomyśleć, jak wyobrażamy sobie naszą główną aktywność, żeby potem nie przeżyć szoku, że mamy serdecznie dość odpoczynku i brakuje nam w życiu jakiegoś celu.

Drugą formą aktywności w życiu seniorów są wszelkie czynności wykonywane w czasie wolnym – często właśnie w okresie starości wreszcie mamy szansę robić to na co do tej pory brakowało czasu – czytanie książek, prace manualne, podróże, chodzenie do kina albo na różne warsztaty, pozwalające na naukę nowych umiejętności. Tego aspektu przygotowania do starości powinniśmy się uczyć od najmłodszych lat – dzieciństwo to ważny etap, w którym uczymy się znajdować sobie nowe zajęcia i dowiadujemy się co sprawia nam radość, czym się interesujemy i czym zabijamy nudę. To też czas, w którym uczymy się nawyku aktywności fizycznej, która jest jednym z kluczowych elementów zapewniających dobre zdrowie – Światowa Organizacja Zdrowia zaleca seniorom 30 minut aktywności fizycznej 5 razy w tygodniu. A jeśli jako dzieci nie nauczymy się systematycznej aktywności, to ciężko oczekiwać, że na starość ćwiczenia będą nam przychodziły bez trudu. Podobnie jest z zainteresowaniem kulturą czy nauką – jeśli w dzieciństwie pokazano nam, że można spędzić świetny czas w teatrze lub bibliotece, to szanse że jako seniorzy w wolnym czasie będziemy wybierać takie miejsca zamiast kanapy i telewizora są zdecydowanie większe.

Wychowanie do starości to jednak nie tylko przygotowywanie się do własnej starości. To także konfrontacja ze stereotypami. Starość w większości ludziom młodszym kojarzy się przede wszystkim ze zniedołężnieniem i chorobą, a osoby starsze traktuje się jako niesamodzielne, nierozumiejące młodych i dzisiejszego świata. Dlatego ważnym celem wychowania do starości jest znalezienie odpowiedniego miejsca dla ludzi starszych w społeczeństwie i pokazanie młodym, że życie seniorów nie składa się jedynie z telewizji, krzyżówek czy wizyt lekarskich.

Jeśli w młodości nauczymy się, że bycie seniorem nie musi tylko ograniczać, a wręcz przeciwnie – daje też wiele możliwości, to może jako dorośli przestaniemy przekonywać sami siebie, że starość nas nie dosięgnie i nie będziemy na siłę walczyć z przemijającym czasem. Bo gdy zaprzestaniemy tej walki, naprawdę odetchniemy z ulgą! A przygotowując się zawczasu na to, jak chcemy żeby wyglądała nasza emerytura, będzie nam łatwiej się do niej przyzwyczaić, gdy rzeczywiście nadejdzie.

Bibliografia:

·         Dzięgielewska, M. (2009). Edukacja jako sposób przygotowania do starości. Chowanna, (33 (2)), 49-62.

·         Maćkowicz, J. (2010). O wychowaniu do starości.

·         Wierzańska, M., Garbarz, M. (2011). Wychowanie do starości jako element edukacji permanentnej. Zamojskie Studia i Materiały–Seria Pedagogika, (13), 77-85.

Małgorzata Misiak – studentka psychologii